Filmy
(Bal przebierańców)
Scenariusz: Ray Di Zazzo
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1988
Muzyka: John Gonzales
Richard Dry
Katrina Alexy
Patricia Jacques
Niewinna młodzież, odosobniony teren z którego niełatwo się wydostać, po cichu skradająca się postać dzierżąca ostre narzędzie... Brzmi znajomo? Oczywiście że tak, skoro takim szablonem posługuje się większość pełnokrwistych slasherów. Choć filmy te są pod względem fabuły niemalże identyczne, to urzekają do dziś fanów grozy. Ich schematyczność dała się polubić i jeśli tylko wykonane są przyzwoicie, to bezapelacyjnie umilą każdą noc, wieczór czy deszczowe popołudnie.
Czy zatem warto jest poświęcić się i wstąpić na Halloweenowy „Bal przebierańców” do Marka i zwabionej przez niego czwórki przyjaciół?
Cóż, wszystko zależy od tego na co mamy ochotę. „Hollow Gate” jest bowiem obrazem tak pustym i amatorskim, że razi oglądających w zasadzie wszystkim czym tylko może. Nie jest to jednak wina wręcz minimalnego nakładu pieniężnego, (gdyż od dawna wyznaję zasadę nigdy nie oceniaj filmu po budżecie) lecz kompletnej bezmyślności twórców, którzy w moich oczach stali się niczym więcej niż idiotami z kamerą przed nosem. Choć brak zdolności aktorskich bohaterów nigdy nie był dla mnie przeszkodą, to w tym przypadku przełknąć nie da się im kretyńsko narzuconych zachowań. Pozbawione jakiejkolwiek kreatywności sposoby wydostania się z posiadłości czy dialogi w stylu: Tak bardzo go kochałam. Robiliśmy to cztery razy, śmieszą, pomimo poważnego tonu. Sama postać mordercy Marka nie podnosi nawet odrobinę adrenaliny, a jego zmiany ciuszków po każdym morderstwie bawią równie dobrze jak grupa zamkniętych przyjaciół i ich szaleńcze pomysły. To głównie te elementy burzą klimat, który jako jedyny wypadł dość przyzwoicie, tym bardziej, że nienajgorsza muzyka jest jego oparciem. Ukojenia nie należy szukać również w scenach gore, gdyż to one ostatecznie grzebią 5 stóp pod ziemią nadzieje na poważną produkcję. Co prawda, gdzieś w tym całym kabarecie zostaje rzucona siekiera trafiająca w głowę jednego z bohaterów, lecz z pewnością wykonanie nikogo nie zachwyci.
To zabawne, ale pomimo tego wszystkiego nie sposób temu tytułowi odmówić jednej niezamierzonej zalety – on naprawdę stanowi niezłą rozrywkę! Niewymagający od widza jakiegokolwiek zaangażowania czy wytężania umysłu obraz jest dobrą pozycją na wieczór w otoczce piwa (tudzież innych trunków) i starej, sprawdzonej pizzy. Szkoda tylko, że nie idzie to w parze z jego dostępnością. Teoretycznie jest on osiągalny w postaci kasety wideo za której dystrybucję odpowiada firma Giaby, lecz gorzej już z tym, że popularnie zwaną masówką to on nie jest. Jeśli więc znajdziecie się w pobliżu jakiegoś antykwariatu lub wideoteki, to możecie o niego zapytać dla czystego sumienia.
Posłuchajcie więc dobrej rady poczciwego wujcia Freddy’ego i Jasona (nawiązując do hasła reklamowego filmu: When Mark Walters throws a party... even Freddy and Jason wouldn’t dare to come!) i odpuście sobie te prywatkę. Bardziej na zdrowie wyjdzie Wam wieczorny spacer po ulicy Wiązowej lub pluskanie się w Kryształowym Jeziorze, bowiem nie idąc do Marka nic nie stracicie. Tfu… może oprócz drobnej zabawy okraszonej sporą dawką ironii.