Filmy
(Dom śmierci II: Śmiertelny cel)
Scenariusz: Michael Roesch, Peter Scheerer
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Joe Kraemer
Ed Quinn
Sticky Fingaz
Sid Haig
Nikt nie ma chyba wątpliwości że film „House Of The Dead” w reżyserii Uwe Bolla jest nie tylko jednym z najgorszych horrorów XXI wieku, ale i w całej historii kina grozy. Jednak raz jeszcze okazało się, że od walorów kinematograficznych filmu ważniejszy jest biznes i zysk. Efekt ? Nakręcony w 2005 r. sequel o podtytule „Dead Aim” …
Profesor Curie jest opętany chęcią wskrzeszania umarłych. Niepowodzenia jego doświadczeń załamują go, ale w końcu udaje mu się ożywić potrąconą samochodem dziewczynę … na własne nieszczęście, gdyż powraca ona do życia jako zombie i profesor jest jej pierwszą ofiarą. Epidemia zamieniająca ludzi w żywe zwłoki rozprzestrzenia się szybko po campusie uniwersyteckim – teren zostaje odizolowany, a wojsko i dwoje agentów służb specjalnych zostaje wysłanych do pobrania próbki krwi pierwszych zombie, co ma pomóc w stworzeniu szczepionki przeciw zarazie. Jak nietrudno się domyślić, przybyszów atakują hordy łaknących mięsa żywych trupów.
Fabuła jest jak widać mało oryginalna, ale akurat trudno z tego czynić zarzut wobec zombie movies – gatunku dość schematycznego. Znacznie gorzej, że realizacja schematu jest wprost fatalna, i to niemal w każdym elemencie. Przede wszystkim bohater z karabinem maszynowym w obrazie o żywych trupach to znakomity przepis jak zepsuć każdy tego typu film (choć są wyjątki). Tak jest i w tym przypadku – strzelanie do kolejnych zombie przeplatane jest głupkowatymi dialogami między żołnierzami i agentami rządowymi – oczywiście, co jakiś czas ktoś zostaje raniony przez żywe trupy, ale na zbyt wiele gore nie liczcie – scen ucztowania umarlaków na szczątkach jest bardzo niewiele.
Aktorstwo jest bardzo słabe, chociaż wielu widzów ucieszy na pewno krótka rola Sida Haiga znanego z filmu „House Of 1000 Corpses” Roba Zombiego – jest to jednak zbyt mało aby uratować film w tym aspekcie.
Kolejnym minusem są infantylne i naiwne rozwiązania fabularne – sposób w jaki bohaterowie ratują się z opresji jest nieraz śmieszny i nieprawdopodobny (jak choćby scena z porażeniem zombiaków prądem po uprzednim oblaniu ich wodą – równie mokrym i ukrytym przy tryskających wodą rurach głównym bohaterom nie stało się nic). Komandosi zachowują się jak banda niezdyscyplinowanych chłystków, a dwoje agentów jest oczywiście niepokonanych i wychodzi im wszystko, co czyni widowisko jeszcze bardziej nudnym i pozbawionym dramaturgii.
Plusy ? Cóż, można jakieś na siłę znaleźć … na pewno wspomniana już obecność Sida Haiga, wyróżnić mogę też jedną ze scen gdy zombie ucztują na zwłokach swych ofiar – jest to chyba najbardziej krwawy moment filmu. Sama charakteryzacja żywych trupów też nie jest najgorsza, więc fani „zombie movies” będą mieli na czym zawiesić oko. Za plus można też uznać fakt, że „House Of The Dead 2” jest filmem zdecydowanie lepszym od nieszczęsnej części pierwszej (za którą odpowiedzialny jest jeszcze Uwe Boll), ale nie było to zbyt trudne do osiągnięcia, gdyż poziom filmu z 2003 r. to bardzo błotniste dno.
Podsumowując, „House Of The Dead 2” jest kolejną nieudaną próbą przeniesienia na ekran gry komputerowej, a fakt ze jako sequel jest lepszy od poprzednika nie podnosi niestety jego marnej wartości. Nieliczne dobre sceny nie są w stanie wywindować film na choćby przyzwoity poziom – mamy do czynienia z produkcją bardzo słabą, po którą sięgną chyba jedynie fani gry komputerowej i żywych trupów, ale i oni raczej nie będą zachwyceni tym, co zaserwował nam Michael Hurst i jego świta.