Filmy
(Bay of Blood, A)
Scenariusz: Filippo Ottoni, Mario Bava
Produkcja: W?ochy
Rok produkcji: 1971
Muzyka: Stelvio Cipriani
Leopoldo Trieste
Anna Maria Rosati
Roberto Bonnani
Paola Rubens
Luigi Pistilli
Mistrzów włoskiego kina grozy można wymieniać długo – znakomite filmy giallo Dario Argento, zombie Lucio Fulciegio i Andrei Bianchiego, kanibale szalejący w obrazach Ruggero Deodato… w tym znakomitym gronie nie można pominąć także Mario Bavy, świetnego reżysera, który nakręcił swe najlepsze horrory w latach 60-tych i 70-tych. Każdy fan kina grozy z tego okresu zna jego „Black Sabbath” czy „Mask Of Satan”, ale paradoksalnie znacznie bardziej znany jest całkiem przeciętny i znacznie słabszy od wymienionych wyżej tytułów obraz Bavy „Bay Of Blood” („Reazione A Catena”). Dlaczego ? Odpowiedź poznacie w tej recenzji…
Początek jest mocny – nieznana nam z imienia kobieta na wózku inwalidzkim zostaje uduszona przez równie anonimowego oprawcę (jak się później okazuje, jej męża). Wkrótce nad położoną niedaleko zatokę przybywa grupa młodzieży z zamiarem zabawienia się. Jedna z dziewczyn odłącza się od grupy i idzie popływać, w efekcie odkrywa ukryte pod drewnianym pomostem ludzkie zwłoki. Od tej chwili już nikt nie jest bezpieczny – wyposażony w zakrzywiony nóż morderca eliminuje po kolei nastolatków, a późniejsze wydarzenia mogą wprawić niejednego widza w prawdziwe osłupienie…
Jeśli po seansie będziecie mieli wrażenie, że nie do końca wszystko zrozumieliście, spieszę poinformować że nie jesteście osamotnieni. Mario Bava jest co prawda znany z filmów o skomplikowanej fabule, ale tutaj w ostatnich 20-30 minutach mamy całkowity galimatias który daje odpowiedzi na niektóre pytania, jednocześnie rodząc inne. W efekcie widz zmęczony jest kolejnymi niezbyt zrozumiałymi scenami i całym legionem działających niezależnie od siebie morderców, a na dokładkę dobija go idiotyczne i pozbawione logiki zakończenie.
Skąd zatem ów obraz jest dziś tak znany, niejednokrotnie spychając w świadomości widzów w cień znacznie lepsze dokonania Mario Bavy? Zapewne domyślacie się już po rysie fabularnym – morderca eliminujący po kolei swe ofiary na niewielkim terenie, brzmi znajomo, prawda ? Z uwagi na występowanie tych właśnie elementów film ten jest uznawany za prekursora slasherów, niektórzy określają go nawet jako pierwszy slasher. Spór o to, który z obrazów jest tak naprawdę pierwszym reprezentantem tego podgatunku wciąż trwa, ale nie ma wątpliwości iż „Reazione a catena” był kamieniem milowym w historii kina grozy. W wielu scenach zobaczymy elementy, którymi straszyły później takie slashery jak „Friday The 13th”, „The Burning” czy „Sleepaway Camp” – praca kamery jest momentami bliźniaczo podobna do tej z filmu Cunninghama (patrzenie oczami mordercy), a jedno z najefektowniejszych zabójstw z filmu Bavy zostało skopiowane w „Friday The 13th part II”. Tak więc wymiar historyczny „Bay Of Blood” jest niepodważalny, nawet jeśli nie idzie z nim w parze odpowiedni poziom grozy.
Mimo licznych błędów nie traktujcie jednak „Reazione a catena” tylko i wyłącznie jako ciekawostki w historii kina grozy, bowiem film ma też swoje plusy. Najpoważniejszym z nich są chyba efekty gore, gdyż większość morderstw jest bardzo krwawa. Momentami posoka leje się w naprawdę dużych ilościach, a wykonanie tych efektów jak na okres w którym powstał film jest całkiem przyzwoite.
Wyróżnić należy także muzykę skomponowaną przez Stelvio Ciprianiego, zwłaszcza egzotycznie brzmiący motyw przewodni, który dobrze komponuje się z dość ponurą atmosferą filmu.
Tym razem na koniec zostawiłem omówienie gry aktorskiej, która niczym specjalnym się nie wyróżnia. Młodzi aktorzy odegrali swe role całkiem przyzwoicie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż ich bohaterowie pojawiali się na ekranie tylko jako „mięso” dla mordercy. Do pozostałych aktorów trudno też mieć jakieś poważniejsze zastrzeżenia.
„Bay Of Blood” nie jest z całą pewnością horrorem wybitnym, nie należy nawet do czołówki filmów Mario Bavy. Warto go obejrzeć dla poznania prapoczątków slashera, ale zapewne i Wam pozostanie duży niesmak po słabej końcówce i fatalnym zakończeniu. Elementy te tak skutecznie psują ogólny obraz filmu, że mogę wystawić tylko „piątkę”.