Filmy

« powrót
Casa nel tempo, La
(House of Clocks)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Lucio Fulci
Scenariusz: Gianfranco Clerici, Lucio Fulci
Produkcja: Włochy
Rok produkcji: 1989
Muzyka: Vince Tempera
Obsada: Karina Huff
Paolo Paoloni
Peter Hintz
Keith Van Hoven

Lucio Fulci – ten znakomity włoski reżyser filmów grozy nie wymaga przedstawiania. Początkowo kręcił spaghetti westerny („Massacre Time”) i kryminały („Una sull’atlra”), a swą sławę twórcy horrorów zapoczątkował filmem giallo „Don’t Torture a Duckling”. Miejsce w panteonie najlepszych twórców grozy przyniosły mu obrazy z przełomu lat 70-tych i 80-tych, takie „Zombi 2”, „City Of The Living Dead” czy „The Beyond”. Później nie nakręcił już dzieła na miarę tych klasyków, ale i tak w późnym okresie jego twórczości nie brakowało produkcji bardzo dobrych. Z całą pewnością zalicza się do nich „House Of Clocks” (znany też pod tytułem „House Of Doom”) – film charakteryzujący się typowym dla Fulciego klimatem, w którym czuć nutkę geniuszu Lucjana z dawnych lat.

Trójka złodziejaszków – Tony, Paul i Sandra planuje kolejną akcję. Obiektem ich zainteresowania jest spora rezydencja, położona na odludziu. Początkowo wszystko idzie zgodnie z planem, dziewczyna pod pozorem skorzystania z telefonu dostaje się do wnętrza domu i w odpowiednim momencie daje znak swoim towarzyszom. Ci wdzierają się do środka, grożąc mieszkającemu tu starszemu małżeństwu bronią. Niestety, do akcji wkracza służący, sytuacja wymyka się spod kontroli – padają strzały, a wszyscy mieszkańcy domu giną. Złodziejaszkowie początkowo są wstrząśnięci nieplanowaną zbrodnią, ale chciwość szybko bierze górę – rozpoczynają metodyczne łupienie budynku. Ich uwagę zwraca ogromna ilość zgromadzonych w nim zegarów różnej wielkości i wykonania, jednak nie od razu zauważają, że ich wskazówki zaczęły się obracać do tyłu, a ukryte w zakamarkach domu zwłoki zniknęły …  

Fabuła jest bardzo poważnym atutem „House Of Clocks” – jest ona niezwykle oryginalna, nie brakuje też zwrotów akcji (zwłaszcza w drugiej połowie filmu). W połączeniu z wspomnianym już we wstępie klimatem filmów Fulciego sprawia to, że obraz ten jest bardzo wciągający, a jest przecież jest w nim jeszcze wiele innych pozytywnych elementów. Co prawda ofiarą szybkiego tempa akcji padły sylwetki bohaterów, które nie są zbyt starannie nakreślone, ale to kolejna – obok wielu niedomówień i skąpej ilości wyjaśnień – cecha charakterystyczna dla filmów włoskiego mistrza, która jednak podczas seansu nie razi ani trochę.

Dużą rolę, jak zawsze w filmach Fulciego (wybaczcie to częste porównanie, ale Lucjan wykształcił swój własny, charakterystyczny styl, którego elementy widać niemal we wszystkich jego horrorach), odgrywają lokalizacje. Stary dom wypełniony zegarami, posiadający budzącą grozę kaplice oraz surowe podziemia robi duże wrażenie, przyczyniając się do tworzenia silnie klaustrofobicznego klimatu, potęgowanego przez powtarzające się ujęcia obracających się do tyłu wskazówek zegarów. Bo ze świata Fulciego nie ma ucieczki, koszmar trwa tutaj do ostatnich minut …

Oczywiście nie zabrakło efektów gore – „Dom Zegarów” to produkcja telewizyjna, stąd też krwawych scen jest mniej niż można by się było spodziewać, ale ich wykonanie stoi na dobrym poziomie. A co najważniejsze, kamera nie ucieka podczas drastycznych momentów i możemy się napawać przelewaną krwią, za którą stoi Giuseppe Ferranti (pracował także przy innych horrorach Fulciego, min. „Demonia”, „Aenigma” i „Sodoma’s Ghost”). Bodaj najefektowniejszą sceną jest tu wbicie ostrza w krocze kobiety.

Aktorstwo stoi na dobrym poziomie – wszyscy aktorzy spisują się bardzo dobrze, zwłaszcza Karina Huff w roli Sandry wywiera pozytywne wrażenie. Takie same odczucia musiały towarzyszyć Fulciemu, bo zaangażował ją do swojego kolejnego horroru – „Voices From Beyond”. Także Bettina Milne i Paolo Paoloni znakomicie sprawdzają się w roli demonicznego (tak, tak – oni też mają swe tajemnice, których rąbek zostanie uchylony już na początku filmu) małżeństwa zamieszkującego rezydencję.

Minusem filmu jest dla mnie muzyka – zatapiając się w klimatyczne obrazy Fulciego byłem przyzwyczajony do znakomitej muzycznej oprawy, którą w wielu dziełach Mistrza zapewniał Fabio Frizzi. Niestety, tym razem tak się nie stało – nie zrozumcie mnie jednak źle, ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Vince’a Temperę nie jest zła (choć momentami nie komponuje się z tym, co widzimy na ekranie), ale daleko jej do genialnych tematów Frizziego. Dziwny to może zarzut, ale urodzony w Bolonii kompozytor już nieodmiennie będzie się kojarzyć fanom kina grozy z filmami Fulciego, ja sam za każdym razem gdy oglądam „Dom Zegarów” łapię się na fakcie, że podświadomie wyczekuję melodii w stylu „Apoteosi Del Mistero” (genialny temat z „City Of The Living Dead”) …

Polecam „House Of Clocks” nie tylko miłośnikom kina Fulciego, ale i wszystkim fanom filmowego horroru. Klimat, napięcie, gore, niebanalne zakończenie – czego chcieć więcej ? Co prawda nie zabrakło niedociągnięć, ale i tak jest to jeden z lepszych filmów z późnego okresu twórczości Lucjana. I choć nie dorównuje on „Zombi 2” czy „The Beyond”, z całą pewnością warto go obejrzeć.

data: 21:26; 03 listopada 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomości suwałki | strzyżenie | Dzwonki | gzymsy | zdjęcia fryzur | zidane | suwałki praca | instalacje przeciwpożarowe | gry planszowe | Perfumeria | Projekty domów |
sprzedam psa kota | pisanie prac licencjackich | luksusowe apartamenty | myjnia kraków | konferansjerzy | kalendarze | dentysta warszawa |