Filmy

« powrót
Gojira tai Mekagojira
(Godzilla vs. Mechagodzilla)
(Godzilla kontra Mechagodzilla)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Jun Fukuda
Scenariusz: Jun Fukuda, Hiroyasu Yamamura
Produkcja: Japonia
Rok produkcji: 1974
Muzyka: Masaru Sato
Obsada: Akihiko Hirata
Reiko Tajima
Beru-Bera Lin
Isao Zushi
Goro Mutsumi

Początek lat 70-tych był trudnym okresem dla serii filmów o Godzilli. Kolejne obrazy o najsłynniejszym z kaiju zawodziły boleśnie oczekiwania widowni, rozczarowując mankamentami zarówno technicznymi, jak i fabularnymi. Reżyser Jun Fukunda, mimo doświadczenia (w latach 60-tych nakręcił min. „Son Of Godzilla” i „Godzilla vs. Sea Monster”) nie zdołał utrzymać serii na wysokim poziomie, a spod jego batuty wyszły bardzo przeciętny „Godzilla vs. Gigan” (1972) i bardzo słaby „Godzilla vs. Megalon” (1973, uznawany nota bene za jeden z najsłabszych obrazów o Godzili w historii). Ich głównym grzechem było wykorzystywanie fragmentów (a nawet całych sekwencji) z poprzednich filmów, naciągane rozwiązania fabularne i kiepscy przeciwnicy Godzili (zwłaszcza przygłupawy Megalon). Mimo tych porażek wytwórnia Toho zaufała Fukundzie po raz kolejny i powierzyła mu nakręcenie następnego filmu z udziałem Godzili. Na szczęście ryzyko opłaciło się i Król Potworów powrócił w 1974 r. na ekrany kin w znakomitym stylu.    

Japońscy archeologowie w trakcie wykopalisk odkrywają inskrypcję z prastarą przepowiednią mówiącą o ataku olbrzymiego potwora i pojawieniu się dwóch innych, które uratują ludzkość. Proroctwo spełnia się bardzo szybko – z krateru wulkanu wydobywa się Godzilla i atakuje pobliskie osiedla. Coś jest jednak wyraźnie nie tak, gdyż jaszczur zostaje zaatakowany przez swojego dotychczasowego sojusznika Anguirusa (pomógł Godzilli min. w walce z Giganem). Sympatyczny ankylozaur ponosi w tym starciu dotkliwą porażkę, a tymczasem pojawia się … druga Godzilla, ale ta prawdziwa – stwór z wulkanu okazuje się jej mechanicznym odpowiednikiem z kosmosu, pozostającym pod kontrolą obcych. Decydujące starcie jest nieuniknione, a jest jeszcze śpiący w nadbrzeżnych skałach King Sissar.

Jak już wspomniałem, „Godzilla vs. Mechagodzilla” to triumfalny powrót Króla Potworów. Na sukces filmu złożyło się kilka czynników, ale najważniejszym z nich jest dobra strona techniczna filmu. Efekty specjalne nie rażą sztucznością, a sceny niszczenia przez Godzillę japońskich miast wyglądają dość realistycznie – kartonowe makiety i kostium grającego Godzillę Isao Zushiego spełniły swoje zadanie. Ciekawie wygląda też przemiana kosmitów z ludzkiej postaci w prawdziwą, którą dane nam będzie obejrzeć kilkukrotnie.    

Aktorstwo stoi na dość przeciętnym poziomie, ale (o czym wspominałem już przy okazji recenzowania „Godzilla vs. Destoroyah”) w filmach o kaiju nie jest ono najważniejsze, gdyż scenariusz podporządkowany jest potworom i ich konfrontacji, całą reszta zaś spełnia rolę otoczki (co nie znaczy, że jest traktowana po macoszemu – niejednokrotnie dostrzeżemy w niej elementy japońskiej symboliki). Rekompensuje to fakt, że starcie Króla Potworów z jego odpowiednikiem z kosmosu jest okraszone znakomitą muzyką skomponowaną przez Masaru Sato. Stanowi ona mocny punkt filmu, dobrze współgrając z jego żywiołem.

Słowem podsumowania – „Godzilla vs. Mechagodzilla” podnosi serię Showa z kolan, stanowiąc zarazem jeden z jej ostatnich akordów (rok później powstał „Terror Of Mechagodzilla”, ostatnia część serii Showa). Trzeba docenić dobrą stronę techniczną filmu, efektowne pojedynki kaiju i znakomitą muzykę, choć zwolenników nowoczesnego kina śmieszyć będą zapewne ludzie przebrani w kostiumy potworów oraz niszczenie kartonowych bloków mieszkalnych… ale Godzilla stanowi historię kina, zwłaszcza w tak dobrym wydaniu jak film z 1974 r.

data: 20:23; 03 listopada 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |