Filmy
(Strych)
Scenariusz: Tom Malloy, Robert M. Reitano
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2007
Muzyka: Mario Grigorov
Elizabeth Moss
John Savage
Thomas Jay Ryan
Tom Malloy
Niewiele jest dobrych ekranizacji utworów Stephena Kinga. Do nielicznych należy z całą pewnością zaliczyć „Pet Sematary” w reżyserii Mary Lambert, film nakręcony na podstawie jednej z najwybitniejszych powieści pisarza nazywanego - w mojej opinii zdecydowanie na wyrost - mistrzem horroru. Niestety, ten znakomity obraz nie stał się dla Lambert początkiem wielkiej kariery w kinie grozy – jej kolejne dokonania to min. słaby sequel jej hitu („Pet Sematary II” z 1992 r.) i równie kiepski „Urban Legends: Bloody Mary” (2005 r.). Reżyserka powróciła do horroru w 2007 r. filmem „The Attic”, który okazał się niestety kolejną porażką.
Rodzina Callanów wprowadza się do nowego domu. Najgorzej znosi przeprowadzkę młoda Emma, która wyraźnie nie może się zaaklimatyzować. Wkrótce okazuje się, że nie są to bynajmniej przejściowe problemy – dziewczyna coraz bardziej zamyka się w sobie i panicznie boi się wyjść z domu, widzi też kobietę która jest … jej sobowtórem, a sama Emma określa ją jako „siostrę”. Czy są to tylko halucynacje, a może jakiś epizod z historii rodziny pozostaje w sekrecie?
Opowieść od pozbawionej kontaktu ze światem i popadającej powoli w obłęd kobiecie nie jest w kinie grozy niczym nowym – od „Repulsion” Romana Polańskiego aż po „Al Final Del Espectro” Juana Felipe Orozco motyw ten był chętnie wykorzystywany przez twórców horrorów na całym świecie. Realizacja tego schematu wymaga jednak wielkiego wyczucia, umiejętności kreowania klimatu, przemyślanego scenariusza i doskonałej gry aktorskiej. Niestety, żadnego z tych warunków „The Attic” nie spełnia. Rola głównej bohaterki, na której oparty został cały film, została przez Elizabeth Moss totalnie spartaczona. Sztuczne wygłaszanie kwestii, nieodgadniona wręcz mimika twarzy, brak umiejętności oddania emocji – zważywszy na wyeksponowanie jej roli widza może naprawdę rozboleć głowa. Inni aktorzy spisują się już nieco lepiej, ale nacisk położony na postać Emmy spycha ich wysiłki na dalszy plan.
Klimatu też tu nie uświadczymy – scenografia jest bardzo słaba, tytułowy strych powinien zostać przedstawiony znacznie lepiej. Brak mu jakiegokolwiek mroku czy tajemniczości, a przecież w horrorze o tym charakterze te elementy są niezbędne. Atmosferę grozy próbuje kreować garść jump scenes, są one jednak bardzo przewidywalne i widz już na dłuższą chwilę przed ich nastąpieniem może odgadnąć, że oto zaraz coś się wydarzy. Inne zagrania też są oklepane i nie budzą jakichkolwiek emocji – przemykająca przez korytarz postać, odbicie w lustrze czy cień na ścianie, to wszystko widzieliśmy już przecież w dziesiątkach innych horrorów, i to w o niebo lepszym wykonaniu (wrażenie, że oto oglądamy kiepską podróbkę któregoś z azjatyckich dreszczowców jest nieodparte). Jest też kilka scen morderstw, ale najważniejsza z nich została zaaranżowana w tak sztuczny i teatralny sposób, że wzbudza tylko śmiech. Wszystko to sprawia, że z ekranu wieje niemiłosierną nudą. Końcówka w założeniu miała być zaskakująca, ale finałowy twist jest bardzo naciągany i raczej nie podniesie adrenaliny u znużonego nędznym filmidłem widza.
W miarę przyzwoicie prezentuje się muzyka – skomponowane przez Mario Grigorova dźwięki są dość nastrojowe, cóż jednak z tego, skoro nie towarzyszy im odpowiednia scenografia i budowanie napięcia. Powiedzieć można co najwyżej, że dzięki swej ścieżce dźwiękowej „The Attic” nie jest całkowita porażką. Gdybym miał się jeszcze na siłę doszukiwać plusów, wskazałbym na ciekawe momentami zdjęcia.
Oj, nie udał się Mary Lambert powrót do horroru. Otrzymaliśmy bowiem film wtórny, powielający ograne schematy w sposób fatalny, irytujący na dodatek fatalną główną rolą. Niezła muzyka i zdjęcia to stanowczo za mało aby mówić o dobrym straszaku, w istocie „The Attic” mogę polecić tylko w charakterze leku na bezsenność. Szkoda tylko obiecująco zapowiadającej się reżyserki, która po „Pet Sematary” nie potrafiła się już wznieść na wyżyny.