Filmy
Scenariusz: Dave Wascavage, Mary Wascavage
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Dave Wascavage
Dave Bonavita
Dave Wascavage
David Weldon
Grzyby! Czyż to nie interesujący motyw do wykorzystania w horrorze? Dzieł z jego wykorzystaniem zbyt wiele jak dotąd nie powstało, a do najlepszych i najbardziej znanych zaliczyć trzeba „Matango” Ishiro Hondy (1963), irlandzki „Shrooms” (2006) oraz powieść „Fungus” autorstwa Johna Brosnana i Leroya Kettle. Z dającym spore pole do popisu tematem spróbował zmierzyć się także Dave Wascavage, znany z kilku niskobudżetowych horrorów („Suburban Sasquatch”, „Zombies by Design”), jednak z przykrością stwierdzam, iż jego film okazał się nieporozumieniem.
Szalony naukowiec tworzy tajemniczą miksturę, a badania nad nią ma kontynuować w położonym na odludziu pensjonacie. Niestety, pech chce, że ampułka z substancją zostaje rozbita, a płyn spływa na rosnące nieopodal budynku grzyby. Rezultaty tego wypadku okazują się zaskakujące – grzyby mutują, rozrastają się do ludzkich rozmiarów i… łakną krwi ! Goście pensjonatu będą musieli stoczyć walkę o życie z morderczymi tworami, których przybywa w zawrotnym tempie.
Przy tak płytkiej i banalnej fabule oczywiste było, iż kluczowym dla wartości filmu elementem będzie wykonanie morderczych grzybów. Widać, iż Wascavage dysponował mikroskopijnym budżetem, ale w pierwszej połowie filmu wybrnął z zadania przedstawienia zmutowanych organizmów całkiem ciekawie, widzimy bowiem aktorów ubranych w płócienne kostiumy imitujące kształtem grzyby – miłośnikom filmowych serów widok ten przysporzy nie lada radości. Niestety, sytuacja znacząco pogarsza się, kiedy pan Wascavage wprowadza do boju efekty CGI. Przecierałem oczy ze zdumienia, nie przypuszczałem bowiem, iż kiedykolwiek obejrzę w horrorze efekty komputerowe stojące na tak niskim, znamionującym całkowite dyletanctwo poziomie – przy „Fungicide” takie produkcje jak „Boa vs. Python”, „Raptor Island” czy nowe części serii „Anaconda” w kwestii efektów specjalnych stają się naprawdę przyzwoitymi filmami. Szkoda, bo kiczowate i zabawne kostiumy ludzi-grzybów, tudzież modele małych grzybów z paszczami pełnymi ostrych zębów wzbudziły moją szczerą sympatię, natomiast użyte przez Wascavage’a CGI jedynie irytuje. Co się tyczy krwawych scen, tych obejrzymy bardzo niewiele – miłośnicy gore będą się musieli zadowolić sceną odgryzienia palców, kilkoma oderwanymi kończynami i kukłą trupa, na której ucztuje fungus. Nie musze chyba dodawać, iż wszystkie te efekty wykonane są na bardzo niskim poziomie.
Aktorsko „Fungicide” prezentuje się katastrofalnie, ale było to do przewidzenia, skoro lwią część obsady stanowi rodzina reżysera, a pozostali aktorzy zostali zapewne zwerbowani w drodze zwołania pospolitego ruszenia pośród znajomych. Oczywiście, w produkcjach klasy C aktorstwo nie jest aspektem najważniejszym, znacznie istotniejszym mankamentem jest natomiast fatalna, kalecząca uszy ścieżka dźwiękowa, którą skomponował nie kto inny jak sam Wascavage (prawdziwy człowiek-orkiestra – oprócz reżyserii i skomponowania muzyki napisał także scenariusz i wykonał zdjęcia, swoją drogą też bardzo kiepskie). Warto jednak zaznaczyć, iż „Fungicide” to film niepozbawiony motywów humorystycznych i to one są jednym z jego najbardziej strawnych elementów. Senne marzenia szalonego naukowca, w których karmi on posłusznie siedzące przy stole zmutowane grzyby, uczy je grać w gry video i układa do snu, nie są zbyt ambitne, ale mogą wywołać uśmiech na twarzy widza przyzwyczajonego do środków przekazu typowych dla C-klasowego kina.
Choć obiektywnie patrząc „Fungicide” to film fatalny, jednak miłośnicy filmowego kiczu i amatorskiego kina grozy mogą czerpać z jego seansu (tak jak ja) swego rodzaju irracjonalną przyjemność. Kostiumy grzybów są tak absurdalne i osobliwe, że mogą się podobać, choć raczej na tej samej zasadzie co makiety potworów w „Horror Heaven” Buttgereita czy gumowa Nessie w „Loch Ness Horror”. Niestety, tragiczne efekty CGI, bardzo zła ścieżka dźwiękowa i niedobór gore (bądź co bądź elementu istotnego w tego typu produkcjach) sprowadzają film Wascavage’a do parteru, co znajduje odzwierciedlenie w poniższej ocenie.