Filmy
(Amityville 1992: Najwyższy czas)
Scenariusz: John G. Jones
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1992
Muzyka: Daniel Licht
Megan Ward
Damon Martin
Nita Talbot
Dean Cochran
Amerykańskie kino grozy zaczyna powoli leczyć się z “choroby sequeli”, pogrążając się w „chorobie remake’ów”. Po tej pierwszej pozostały jednak długie filmowe serie, których ostatnie części niejednokrotnie pozostawiają wiele do życzenia. W 1979 r. „The Amityville Horror” zapoczątkował jeden z najdłuższych cyklów horrorów w historii kina grozy, obejmujący aż siedem kontynuacji (ponadto w 2005 r. nakręcony został remake części pierwszej, którego reżyserią zajął się Andrew Douglas). Większość z nich powielała ograny motyw nawiedzonego domu, nie wnosząc do serii nic nowego – podobnie było w przypadku nakręconej w 1992 r. części piątej o podtytule „It’s About Time”. Czy jednak faktycznie jest to aż tak zły obraz?
Jacob Sterling powraca do domu, przywożąc swej rodzinie nietypowy prezent w postaci staroświeckiego zegara, pochodzącego rzecz jasna z nawiedzonego domu w Amityville. Wkrótce rodzinę Sterlingów dotyka seria dziwnych i dramatycznych wydarzeń – Jacob zostaje dotkliwie pogryziony przez pozornie niegroźnego psa, jego syn Rusty odkrywa tajemnicze właściwości jednego z pomieszczeń, a zachowanie Lisy zmienia się nie do poznania. To jednak dopiero początek koszmaru, bowiem mroczna moc zegara dochodzi do głosu z coraz większą siłą.
Jak już wspomniałem, szósta część Amityville absolutnie nie wprowadza do serii niczego nowego – ponownie obserwujemy rozgrywające się w nawiedzonym domu tajemnicze wydarzenia, mamy upiorny przedmiot, a nawet kilka krwawszych scen. Wszystko to nie wykracza ponad granicę przeciętności, gdyż scenarzysta John G. Jones nie zdobył się na zaskoczenie nas czymkolwiek, a Tony Randel, w mojej opinii reżyser dość przereklamowany, również nie zabłysł niczym wybitnym. Na szczęście obraz nie jest pozbawiony kilku nieźle nakręconych scen (atak psa, komnata, krwawe łóżko), które – umieszczone w odpowiednich odstępach czasu – pozwalają obejrzeć szóstą część Amityville przynajmniej z umiarkowanym zainteresowaniem. W moim wypadku na taki stan rzeczy miała wpływ obecność kilku krwawszych scen, wykonanych dość realistycznie. Nie da się jednak ukryć, że większość z zastosowanych w filmie zagrań to ograne chwyty – zamykające i otwierające się drzwi, sceny z lustrem, pojawiająca się niespodziewanie krew, wszystko to znamy już z wielu innych produkcji o podobnej tematyce, i to w o wiele lepszym wydaniu.
Pozytywne piętno na filmie odciska ścieżka dźwiękowa autorstwa Daniela Lichta (znany później min. z muzyki do ”Hellraiser: Bloodline” i „Bad Moon”), nie pozostawiająca może szczególnie silnych wrażeń artystycznych, ale bardzo dobrze dopasowana do poszczególnych scen. Trudno też negatywnie wypowiadać się o grze aktorskiej, pochwalić za to należy całkiem niezłą rolę doświadczonego Stevena Machta, a także atrakcyjną Megan Ward w roli Lisy. Obydwoje stanęli przed zadaniem realistycznego oddania zmian zachodzących w psychice ich bohaterów, i wyszli z tej próby obronną ręką.
Cóż jednak poradzić? Przyzwoita realizacja nie przesłoni wtórności oraz irytującej przeciętności omawianego filmu, czyniąc go pozycją godną polecenia co najwyżej zwolennikom serii oraz najzagorzalszym miłośnikom obrazów spod znaku nawiedzonego budynku. Ciężko w zasadzie napisać cokolwiek więcej o „It’s About Time”, gdyż jest to zlepek ogranych schematów i kilku lepszych scen, tworzący okropnie apatyczny i pozbawiony wyrazu film grozy. Tym bardziej dziwi, iż powstały jeszcze dwa filmy o wydarzeniach w Amityville („Amityville: A New Generation” z 1993 r. i „Amityvile: Dollhouse” z 1995 r., w reżyserii odpowiednio Johna Murlowskiego oraz Steve’a White’a). Wszystko to stanowiło już jednak ostatnie tchnienia tak udanie zapoczątkowanej w 1979 r. serii.