Filmy
Scenariusz: Thommy Hutson, Anthony Masi
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2009
Muzyka: John Corlis
Sean S. Cunningham
Kane Hodder
Betsy Palmer
Adrienne King
Uwaga! W przypadku „His Name Was Jason: 30 Years of »Friday the 13th«” ocenę 1 należy interpretować jako brak oceny – ze względu na ograniczenia bazy nie można wystawić 0, zaś ocenianie filmu dokumentalnego w skali przeznaczonej dla fabuł wydaje mi się nie na miejscu.
Krwawa odyseja Jasona Voorheesa, jednego z najbardziej rozpoznawalnych czarnych charakterów w historii horroru i niekwestionowanej ikony popkultury, trwa już dwadzieścia dziewięć lat i nic nie zapowiada jej rychłego zakończenia. Z okazji zbliżającego się trzydziestolecia serii „Piątek trzynastego” stworzony został dokument, podsumowujący minione trzy dekady szaleństw mordercy w hokejowej masce.
Zasadniczą różnicą pomiędzy „His Name Was Jason” a większością dokumentów jest postać prowadzącego (film wyświetlany był pierwotnie w telewizji), Toma Saviniego, przechadzającego się po usłanym trupami Crystal Lake i wprowadzającego widza w kolejne zagadnienia, o jakich wypowiadać będą się zaproszeni goście. Takie przerywniki dodatkowo stylizowane są na slasher – Savani obserwuje błądzącą po obozowisku dziewczynę, uciekającą przed mordercą i odnajdującą kolejne zmasakrowane ciała, aby ostatecznie skończyć z maczetą między oczyma.
Przypuszczam, że twórcy dokumentu zaprosili do udziału w nim wszystkie osoby, które wystąpiły w jedenastu częściach (wliczając „Freddy kontra Jason”) serii, zaś na apel odpowiedziało ich naprawdę sporo. Części z nich, odgrywającej epizodyczne role, w ogóle już nie pamiętam, chociaż każdą część widziałem przynajmniej dwukrotnie (dobrze, poza „Jason X”, bo trudno było mi przeżyć ją za pierwszym podejściem). Nie zabrakło jednak osób ważnych dla serii i z nią utożsamianych, w tym Seana Cunninghama, Betsy Palmer, Kane’a Hoddera czy Adrienne King. Do tego dochodzą jeszcze scenarzyści, kaskaderzy, spece od efektów specjalnych, inni odtwórcy ról Jasona, fani cyklu... Jeśli kogoś mi tutaj zabrakło, to zdecydowanie Kevina Bacona i Roberta Englunda vel Freddy’ego Kruegera, będącego przecież jednym z najpoważniejszych rywali Voorheesa, zarówno na ekranie, jak i pod względem kultowości czy kasowości.
„Piątek trzynastego” to wdzięczny materiał na film dokumentalny, jednak moim zdaniem został on odrobinę zaprzepaszczony. Mamy tutaj historię całej serii, ciekawostki i materiały z planu (zdjęcia, filmy, fragmenty making ofów), poznajemy problemy, z jakimi borykali się twórcy poszczególnych części (zwłaszcza nieprzychylne im decyzje MPAA), poznajemy nie tylko główną serię, ale i całą powiązaną z nią franczyzę – gry komputerowe, zabawki, park rozrywki – jak również rolę, jaką seria odegrała w historii horroru. Dowiadujemy się także co nieco o tegorocznym reboocie (premiera dokumentu zbiegała się z premierą nowego „Piątku”). Mamy chyba wszystko, o czym można by opowiedzieć, zabrakło jednak jednej ważnej rzeczy: obiektywizmu. Wszystko, co związane jest z marką, może poza grą obsmarowaną przez Angry Video Nerda, przedstawione zostało w samych superlatywach. Mnie, osobie z obrzydzeniem wspominającej „Jason idzie do piekła” czy, tym bardziej, „Jason X”, w momentach, kiedy zachwalano te filmy (chociażby stwierdzenie, że scena, w której Über-Jason rozbija dziewczynie oblaną tlenkiem azotu głowę o blat w dziesiątym filmie, to najlepsze morderstwo w całej serii), nie pozostawało nic innego jak złośliwy rechot i nie traktowanie takich wypowiedzi na poważnie.
Brak obiektywności i fakt, że dokument ma wyraźnie określoną grupę docelową, sprawia, że „His Name Was Jason” to film przeznaczony wyłącznie dla miłośników „Piątku trzynastego”. Trochę szkoda, bo twórcy chociażby „Metallica: Some Kind of Monster” udowodnili, że można zrobić dokument o konkretnej marce, który spodoba się nie tylko fanom Metalliki, ale i postronnym widzom, ponieważ świetnie obnaża mechanizmy rządzące show-biznesem. Co prawda w „His Name...” mówi się o wpływie, jaki seria wywarła na horror, ale to za mało, aby przekonać do niej tych, którzy nie są nią zainteresowani. Fani psychola w hokejowej masce mogą oglądać śmiało, zapewne wyłapią z dokumentu trochę ciekawostek, ale reszta lepiej niech dwa razy się zastanowi, czy warto poświęcać dziewięćdziesiąt minut produkcji koncentrującej się wyłącznie na serii, której nie darzą sympatią bądź jest im ona obojętna.