Filmy

« powrót
Haunting in Connecticut, The
(Udręczeni)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Peter Cornwell
Scenariusz: Adam Simon, Tim Metcalfe
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2009
Muzyka: Robert J. Kral
Obsada: Kyle Gallner
Virginia Madsen
Elias Koteas
Amanda Crew
Martin Donovan

 Nawiedzone domy to bodajże jeden z najbardziej wyeksploatowanych motywów w kinie grozy, w którym trudno o coś nowego, nic więc dziwnego, że „Udręczeni” nie napawali mnie zbytnim huraoptymizmem. Tym bardziej, że przedstawioną w filmie historię znałem już z programu dokumentalnego stworzonego przed kilku laty na zlecenie Discovery Channel. Uległem jednak namowom wiercącej mi dziurę w brzuchu osiemnastoletniej siostry, chcącej ów film zobaczyć, a bojącej się oglądać go w pojedynkę. Tak więc poszedłem, obejrzałem, zjadłem popcorn, a parę dni później w ogóle już nie pamiętałem, że coś takiego miało miejsce.

Film powstał na podstawie rzekomo autentycznych wydarzeń, które miały rozegrać się pod koniec lat 80. minionego stulecia w amerykańskim Southington. Rodzina Campbellów przeprowadza się do Connecticut, dzięki czemu nie musi odbywać wielogodzinnych podróży do szpitala z chorym na raka Mattem, najstarszym synem. Niedaleko kliniki udaje im się znaleźć idealny dla nich dom, który kupują po bardzo okazyjnej cenie. Jedyną zmazą na budynku jest fakt, że onegdaj mieścił się w nim zakład pogrzebowy, zaś w suterenie znajdują się pozostałości dawnego prosektorium. Rodzina, nieświadoma tego, że prosektorium to jeszcze nie wszystkie niespodzianki, jakie skrywa dom, wprowadza się do niego. Niedługo później zaczynają doświadczać nadprzyrodzonych zjawisk, zaś wzbudzający w rodzeństwie strach Matt zaczyna się izolować.

Z prawdziwych wydarzeń, jakie przed dwudziestoma laty miała przeżyć rodzina Snedekerów, stworzono szkielet fabuły, pozostawiając niektóre wydarzenia, jednak reszta to wymysł scenarzystów. Najważniejszym ich zadaniem było wymyślenie sensownego uzasadnienia manifestacji nadprzyrodzonych zjawisk. W zrealizowanym przez Discovery dokumencie „Duchy Connecticut” nikt nawet nie stara się wyjaśnić przyczyn obecności duchów, prawdopodobnie nikt z badających tę sprawę nie odnalazł takowych, toteż filmowcy mogli popuścić wodze fantazji. Oglądając „Udręczonych” nie mogłem pozbyć się wrażenia, że twórcy inspirowali się „Innymi” Amenábara, „Domem przy cmentarzu” Fulciego, opowiadaniem „Krwawa księga” Clive’a Barkera bądź nawet „Kaidanem” Kobayashiego. Dopatrzyć można się również drobnych nawiązań do „Lśnienia” czy „Ptaków”, jednakże te w żaden sposób nie wpływają na fabułę. A ta, chociaż miejscami jest szyta naprawdę grubymi nićmi, prezentuje się akceptowalnie, aczkolwiek ci, którzy znają historię z opowiadań bądź dokumentu, a w dodatku są miłośnikami horroru, olśnienia raczej nie doznają.

Realizacja jest sprawna, udały się zwłaszcza scenografie i zdjęcia, przyzwoicie wypada również gra aktorska. W pamięci pozostało mi rozgrywające się w piwnicy zakończenie, bezsprzecznie najlepsza scena w całym filmie i jeden z czynników, który sprawił, że dwadzieścia złotych wydane na bilet jednak całkowicie się nie zmarnowało. Mimo wszystko „Udręczeni” pozostają dla mnie produkcją nijaką – za nic nie mogłem wczuć się w tę opowieść, a świadomość, że znam zakończenie oraz brak grozy sprawiały, że seans trochę mi się dłużył. Tym niemniej osoby słabiej zorientowane w horrorze powinny być zadowolone – omijająca szerokim łukiem horrory siostra parokrotnie dała się nabrać na stare tricki filmowców i podskakiwała na swoim siedzeniu. Tak więc „Udręczeni” jako horror, czyli film z założenia mający straszyć, przynajmniej częściowo spełniają swoją główną funkcję, wszystko jednak zależy od podejścia widza i jego obycia w temacie.

Chociaż „Udręczeni” niespecjalnie mnie zachwycili, film mogę polecić niedzielnym miłośnikom horroru, którzy łatwo dają się zrobić w bambuko, wpadając w każdą z najprostszych „pułapek”, jakie zastawią nań twórcy. Obejrzeć mogą również osoby lubiące tematykę nawiedzonych domów, jednakże bardziej wyrobieni miłośnicy horroru, zwłaszcza ci nie przepadający za złowieszczymi rezydencjami, raczej powinni sobie seans odpuścić. Co prawda obejrzeć można, ale przypuszczam, że większość z nich znajdzie sobie ciekawsze zajęcia czy produkcje, które bardziej zaabsorbują ich na półtorej godziny.

data: 19:07; 03 listopada 2009     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |