Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Artykuły

« powrót
Kaidany, czyli japońskie opowieści niesamowite 17:26; 24 listopada 2009

Przypuszczam że każdy, kto czyta ten artykuł, widział przynajmniej jeden japoński ghost movie, chociażby z grona tych najpopularniejszych, a nawet jeśli nie, to świadom jest istnienia takowych. Mimo że filmy tego rodzaju prawdziwą popularność w Japonii i na świecie zaczęły zdobywać dopiero niedawno, ich korzenie sięgają czasów, gdy ludzie nie przypuszczali nawet, że w przyszłości bawić będzie nas coś takiego jak filmy.

Pradziadami współczesnych japońskich ghost movies są opowieści, które Japończycy określają zbiorczą nazwą kaidan (w dawnej transkrypcji angielskiej: kwaidan). Zapisywany znakami 怪談 termin trudno jest zgrabnie przełożyć na język polski, jednakże „opowieści niesamowite” bądź „niezwykłe” (rodzime podtytuły książki i filmu, będących zbiorem kaidanów) dobrze oddają jego znaczenie. Opowiadania te traktują o duchach i innych nadprzyrodzonych zjawiskach, a porównać można je chyba, przynajmniej częściowo, do współczesnych urban legends. Chociaż rodowód kaidanów sięga kilku wieków wstecz, cieszą się one niemałą popularnością również dzisiaj, o czym świadczą kolejne japońskie powieści, filmy i gry komputerowe wykorzystujące ten motyw.

Trudno ustalić, kiedy tak naprawdę pojawiły się pierwsze kaidany, ponad wszelką wątpliwość wiadomo, że termin „kaidan” rozpowszechnił się w epoce Edo1. Przyczyniła się do tego popularna gra salonowa hyaku monogatari (百物語, dosł. ‘sto opowieści’), którą czas umilali sobie samurajowie i arystokracja. Jej zasady były bardzo proste: gracze zbierali się nocą w jednym pomieszczeniu, zapalali sto świec i zaczynali opowiadać historie o duchach oraz innych nadprzyrodzonych mocach. Wraz z końcem każdej opowieści gaszono świecę, a w pomieszczeniu robiło się coraz ciemniej. Była to ewokacja, mająca doprowadzić do pojawienia się bytu nie z tego świata wraz ze zgaśnięciem ostatniej świecy. Gra stała się bardzo popularna, toteż wraz z wynalezieniem maszyny drukarskiej opowiadane historie zaczęto spisywać i wydawać w formie drukowanej, co przyczyniło się do powstania nowego gatunku literackiego, kaidanshū. Ogólnodostępność opowiadań sprawiła, że zyskały one jeszcze większą popularność, przypuszczalnie ocaliła też część z nich od zapomnienia.

Chociaż u nas opowieści o duchach często odbierane są jako bezbożne zabobony, pierwsze kaidany były silnie powiązane z religią. Rozpowszechniane wśród samurajów opowieści początkowo oparte były na buddyjskich przypowieściach i zazwyczaj miały charakter dydaktyczny. Z czasem morały powoli zaczęły ustępować miejsca coraz większym dziwom, niesamowitościom i makabrze, co na pewno zwiększało ich atrakcyjność. Mimo to elementy religijne nie znikły z nich całkowicie – do dziś wiele kaidanów zawiera motywy wywodzące się z buddyzmu i shintō2, opiera się na nich. Japończycy wierzą, że wszyscy ludzie posiadają reikon, czyli odpowiednik duszy w chrześcijaństwie. Gdy człowiek umiera, reikon trafia do (nazwijmy to umownie) czyśćca, w którym oczekuje na pogrzeb i odprawienie odpowiednich rytuałów. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, reikon będzie chronił rodzinę zmarłego, co roku powracając w sierpniu na święto obon, aby podziękować za właściwie wypełnioną posługę i pamięć o nim. Posiadanie reikonu wiąże się jednak z pewnym niebezpieczeństwem, ponieważ jeśli zostanie on uwięziony na tym świecie, prawdopodobnie będzie szukał zemsty. Może stać się tak z kilku powodów: osoba została zamordowana bądź popełniła samobójstwo, nie odprawiono odpowiednich rytuałów, zmarła nagle, nie dokańczając swoich ziemskich spraw, bądź odeszła pod wpływem silnych emocji, np. miłości, gniewu, zazdrości. Wtedy staje się yūrei (幽霊, ‘mroczna dusza’) i przebywa wśród nas dopóki, dopóty nie zazna spokoju. Istnieje wiele rodzajów yūrei, a najbardziej znanym za Zachodzie jest chyba onryō, czyli duch szukający zemsty. Duchy takie po śmierci są o wiele potężniejsze niż za życia; w ziemskiej postaci były najczęściej kobietami bądź służącymi wielkich panów. Zazwyczaj obiektem zemsty onryō jest jego stręczyciel, chociaż duch równie dobrze może mścić się na innych ludziach. Przykład takiego nieokreślonego gniewu można znaleźć w opowiadaniu „Furisode” ze zbioru „In Ghostly Japan” autorstwa Lafcadia Hearna, w którym to opisano kimono zabijające każdego, kto je włoży. Bliższym nam przykładem może być chociażby przeklęty dom z „Klątwy ju-on”, którego kupno właścicielom nie wychodziło na dobre.

Pozostawmy jednak klasykę kina i wróćmy do kaidanów. Najbardziej standardowym przykładem onryō jest Oiwa z „Tōkaidō Yatsuya kaidan” (tłum. Niesamowita opowieść z Yatsuyi na szlaku Tōkaidō3) – sztuki pierwotnie napisanej dla teatru kabuki, powstałej ponoć na podstawie autentycznych wydarzeń, później przerobionej, a następnie wielokrotnie ekranizowanej przez japońskich reżyserów. Bohaterami opowieści, w formie kaidanu znacznie skróconej i znanej jako „Yotsuya kaidan”, są młody rōnin, Tamiya Iemon, i jego piękna, acz chorowita żona Oiwa. Gdy samuraj ubożeje, podejmuje się uwłaczającej dlań pracy, ale los uśmiecha się do niego: zamożny sąsiad rad byłby, gdyby Iemon poślubił jego wnuczkę. Samuraj, nie namyślając się długo, otruwa żonę, a chcąc usprawiedliwić swój czyn, morduje również sługę, Kobotego Kōheia, twierdząc, że mieli ze sobą romans (w tamtych czasach kobieta za niewierność mogła zostać zabita przez męża). Śmierć dwójki rzekomych kochanków nie była przyjemna: podana kobiecie trucizna bardzo ją oszpeciła i spowodowała, że skonała w męczarniach, następnie zaś ciało jej i Kōheia przybite zostało do drewnianych drzwi i wrzucone do rzeki. Gdy w dniu ślubu z nową żoną Iemon podniósł welon, aby pocałować pannę młodą, zamiast pięknej wybranki, zobaczył oszpeconą twarz Oiwy. Przerażony odciął jej głowę, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że zamordował nową żonę. Chcąc wyznać to teściowi i błagać o przebaczenie, spotyka po drodze Kōheia, którego również pozbawia głowy. Jak się oczywiście okazuje, zamordował nowego teścia. Duchy pierwszej żony i sługi objawiały się mężczyźnie do końca jego życia, które zakończył brat Oiwy, mszcząc się za śmierć siostry.

Sadako z „The Ring: Krąg” Historia biednej Oiwy stała się inspiracją do stworzenia podobnych opowieści, zaś kilkaset lat po jej powstaniu zainspirowała również Kōjiego Suzukiego, autora powieści „Ring”. Duch Sadako Yamamury, kobiety mszczącej się za krzywdy wyrządzone jej za życia, wykorzystującej do tego kasetę wideo, jest ukłonem w stronę „Yotsuya kaidan”. Chociaż przykład Sadako jest dość sztampowy, sprawdza się doskonale, bowiem właśnie ta postać najbardziej chyba kojarzy się z ghost movies .

Dawniej onryō nie wyobrażano sobie w żaden konkretny sposób; przyjmowano, że wyglądają jak za życia. Dopiero dzięki hyaku monogatari zaczęto wizualizować te byty, nadawać im jakieś cechy charakterystyczne. Pierwszy znany (czy raczej zachowany do dziś) wizerunek yūrei pochodzi z XVII wieku; autorem ukiyo-e (drzeworytu japońskiego) zatytułowanego „Duch Oyuki” był Ōkyo Maruyama. Drzeworyt ten przedstawia kobietę z czarnymi włosami i w białym ubraniu. Taki też wizerunek onryō, utrwalony już w kulturze, wiele lat później wykorzystał Hideo Nakata, kręcąc „The Ring: Krąg”.

Inne rodzaje yūrei to m.in. ubame (duch matki, która zmarła przy porodzie bądź porzuciła dziecko i powraca, aby się nim opiekować, często przynosząc mu słodycze), goryō (mściwy duch arystokraty), funayūrei (duch osoby, która utonęła w morzu), zashiki-warashi (duch dziecka), duchy wojowników (w sztukach teatru nō często pojawiają się duchy wojowników poległych w wojnie Genpei) czy duchy-uwodziciele, po śmierci zakochujące się w człowieku.

Ryuk – shinigami z „Death Note” Jak już wiemy, kaidany, chociaż stare, pozostają żywe w świadomości Japończyków. Nic więc dziwnego, że po otwarciu granic Japonii na przełomie epok Edo i Meiji opowieści grozy zasilone zostały przez nowe dziwa. Przyczyną tego był napływ zachodnich mód, w tym także niespotykanych bądź słabo znanych wcześniej w Japonii postaci. Zachodowi Japończycy zawdzięczają chociażby shinigamich (bogów śmierci, na wzór naszego Ponurego Żniwiarza, dziś bardzo popularny element mang i anime, m.in. „Death Note”) czy chociażby kyūketsuki (tudzież, bardziej współcześnie, banpaia, czyli nasze swojskie wampiry). Owe figury zasiliły znajdujące się w japońskim bestiariuszu yōkai – kappy, tengu, tanuki, oni, kitsune i inne dziwy. I chociaż opowieści grozy z wampirami trudno uznać za prawdziwe kaidany, bywają opowiadane przez młodych Japończyków, grających w hyaku monogatari. Gra również trochę się zmieniła, na przykład dziś zamiast świec zazwyczaj używa się latarki (motyw wykorzystany chociażby w anime „Ghost Hunt”), jednakże ogólne zasady pozostały niezmienne. Mało tego, pomysł został zaadoptowany również na nasz grunt i dziś nie należy się dziwić, gdy nocą na mangowym konwencie wejdzie się do ciemnej sali, w której konwentowicze opowiadają sobie opowieści o duchach.

Wywodzące się z kaidanów duchy inspirują obecnie twórców wszystkich odłamów japońskiej popkultury. Znać powinny je osoby, które miały styczność z przeznaczoną na playstation serią „Fatal Frame”, na podstawie wierzeń w nie oparto scenariusze takich anime jak chociażby „Ayakashi ayashi: Dziwna opowieść ery Tenpō” czy „Ghost Hunt”. Niespokojnego ducha powracającego na ten świat spotkamy nawet u Kurosawy – w „Tronie we krwi”, powstałym na podstawie „Makbeta” Shakespeare’a, jest nim Miki, odpowiednik szekspirowskiego Banka.

Duch Mikiego w „Tronie we krwi”

Mówiąc o kaidanach, nie należy zapominać o człowieku, który sprawił, że stały się one znane na Zachodzie. Był nim urodzony w 1850 roku Lafcadio Hearn, który w 1889 jako amerykański korespondent wyjechał do Japonii. Tam pracował jako nauczyciel języka angielskiego, ożenił się z córką samuraja, otrzymał obywatelstwo japońskie i zmienił nazwisko na Koizumi Yakumo. Będąc w Kraju Kwitnącej Wiśni, zafascynował się nim, zaś wynikiem tej fascynacji było kilka publikacji poświęconych japońskim folklorowi i kulturze. Zmarł w 1904 roku jako jeden z najważniejszych ówczesnych japońskich pisarzy i chociaż na Zachodzie jest mało znany, Japończycy nadal o nim pamiętają, zaś my za jego sprawą poznaliśmy kilka ciekawych kaidanów. Opowieści te, zasłyszane bądź wymyślone przez niego, zawarł w zbiorach „In Ghostly Japan” (książka niestety nie wydana w języku polskim) oraz „Kwaidan: Opowieści niezwykłe” (ang. „Kwaidan: Stories and Studies of Strange Things”), na podstawie której Masaki Kobayashi nakręcił znakomity film „Kaidan, czyli opowieści niesamowite” (jap. „Kaidan”). Korzystając z tego, że omawiamy temat owych dziwnych historii, warto zapoznać czytelnika z jakimś przykładem, aby wiedział, o czym tak właściwie mowa. Tym niemniej zapraszam do przeczytania jednego z kaidanów w moim tłumaczeniu, na podstawie których Kobayashi nakręcił film. Więcej opowiadań znaleźć można w książce (aby ją znaleźć, należy przeszukać biblioteki, antykwariaty i aukcje) bądź, w języku angielskim, tutaj i tutaj.

 

Hōichi bez Uszu (Miminashi Hōichi)
Opowiadanie Lafcadia Hearna ze zbioru „Kwaidan: Opowieści niezwykłe”
Tłumaczenie z języka angielskiego: Pottero

Część przypisów pochodzi bezpośrednio od Hearna, zamieszczone zostały przez niego w „Kwaidanie” – przypisy te w poniższym tekście nie zostały oznaczone żadnym dopiskiem. Reszta przypisów, opatrzona odpowiednią adnotacją, pochodzi od tłumacza i ma za zadanie przybliżyć czytelnikom niezaznajomionym z japońską kulturą czy historią pewne fakty, co może odrobinę ułatwić zrozumienie niektórych treści bądź po prostu poszerzyć ich horyzonty.

Ponad siedemset lat temu pod Dan no Urą w cieśninie Shimonseki rozegrała się wielka bitwa, stanowiąca koniec długiej rywalizacji pomiędzy klanem Heike, znanym również jako Taira4, a klanem Genji, znanymi jako Minamoto5. Heike ponieśli sromotną klęskę; utonęli wszyscy, włącznie z kobietami, dziećmi i cesarzem infantem, dziś znanym jako Antoku tennō6. Od siedmiuset lat morze i wybrzeże w tym rejonie są nawiedzone. Gdzie indziej wspominałem już o dziwnych krabach7, które się tam znajduje, zwanymi krabami klanu Heike, mających na grzbietach ludzkie twarze; mówi się, że są duchami wojowników Taira. Mimo to na owym wybrzeżu zobaczyć i usłyszeć można wiele innych dziwnych rzeczy. W ciemne noce widać tam upiorne ogniki unoszące się nad plażą bądź przemykające nad falami; rybacy nazywają je onibi, co znaczy „diabelskie ogniki”8. Gdy zerwie się wiatr, od strony morza daje się słyszeć głośne larum, przywodzące na myśl bitewną wrzawę.
Dawniej Heike byli o wiele bardziej niespokojni niż dzisiaj. Nocami wynurzali się w pobliżu statków i próbowali je zatopić, niestrudzenie wypatrywali pływaków, aby wciągnąć ich pod wodę. Chcąc udobruchać zmarłych, w Akamagaseki9 zbudowano buddyjską świątynię Amidaji. Niedaleko niej, w pobliżu plaży, powstał cmentarz; postawiono tam pomniki, na których wyryto imiona zmarłego cesarza i jego świty; buddyjscy mnisi regularnie odprawiali tam modły za spokój ich dusz. Gdy zbudowano świątynię i postawiono nagrobki, Heike stali się mniej uporczywi, jednak czasami nadal robili dziwne rzeczy, dając znak, że jednak nie zaznali idealnego spokoju.

Kilka wieków temu w Akamagaseki żył niewidomy imieniem Hōichi, który znany był z niezwykłych umiejętności gry na biwie10. Od dzieciństwa uczono go recytowania i gry; jeszcze za młodu umiejętnościami przewyższył swych nauczycieli. Jako zawodowy biwa-hōshi zdobył rozgłos głównie dzięki recytowaniu historii Heike i Genjich; mówiono, że kiedy śpiewał pieśń o bitwie pod Dan no Urą, „nawet gobliny11 nie mogły powstrzymać łez”.
U schyłku swej kariery Hōichi był bardzo biedny, znalazł jednak serdecznego przyjaciela, który się nim zaopiekował. Mnich ze świątyni Amidaji cenił muzykę i poezję, przeto często zapraszał Hōichiego do siebie, aby grał i recytował. Później, będąc pod olbrzymim wrażeniem jego nadzwyczajnych zdolności, zaproponował mu, aby zamieszkał w świątyni; chłopiec z oferty tej skorzystał, będąc mnichowi bardzo wdzięczny. Hōichi otrzymał pokój w świątynnym budynku, a w podzięce za wyżywienie i zakwaterowanie zobowiązany był jedynie do gry na biwie w niektóre wieczory; poza tym miał nieograniczoną swobodę.

Którejś letniej nocy kapłana wezwano do odprawienia modłów w domu zmarłego, toteż udał się tam wraz ze swoim pomocnikiem, pozostawiając Hōichiego samego w świątyni. Noc była bardzo gorąca, niewidomy szukał więc ochłodzenia na werandzie przed swoją sypialnią; weranda wychodziła na mały ogródek z tyłu świątyni. Hōichi czekał tam na powrót duchownego, starając się złagodzić swą samotność grą na biwie. Minęła północ, jednak mnich nie wrócił; nadal było zbyt gorąco, aby wytchnienie znaleźć w zamkniętym pokoju, tak więc Hōichi pozostał na zewnątrz. Wreszcie usłyszał kroki dobiegające od tylnej bramy. Ktoś przeszedł przez ogród, podszedł do werandy i zatrzymał się dokładnie naprzeciw niego; nie był to jednak kapłan. Głęboki głos wypowiedział imię niewidomego – szorstko i bezceremonialnie, jak mieli w zwyczaju zwracać się samuraje do osób niższych klasą:
- Hōichi!
Hōichi był zbyt zaskoczony, aby od razu zareagować. Głos wezwał go ponownie, tonem surowego nakazu:
- Hōichi!
- Hai!12 – odpowiedział niewidomy, którego przeraził groźny ton głosu nieznajomego. – Jestem ślepy, przeto nie widzę, kto mnie wzywa.
- Nie ma się czego obawiać – powiedział nieznajomy, już łagodniejszym tonem. – Zatrzymaliśmy się niedaleko tej świątyni, do której to wysłano mnie z wiadomością. Mój obecny pan, osoba niezwykle wysokiej rangi, przebywa obecnie w Akamagaseki, a towarzyszy mu wiele szlachetnych osobistości. Chciał zobaczyć scenerię bitwy pod Dan no Urą, właśnie dziś odwiedził to miejsce. Gdy usłyszał o twej biegłości w recytowaniu historii o tej bitwie, zapragnął usłyszeć, jak grasz. Weź więc swą biwę i chodź za mną do domu, w którym oczekuje cię dostojne zgromadzenie.

Były to czasy, kiedy rozkazu samuraja nie można było bezkarnie zignorować, przeto Hōichi założył sandały, wziął biwę i poszedł za nieznajomym, który prowadził go bardzo zręcznie, narzucając jednak szybkie tempo. Dłoń przewodnika zaciskała się na ramieniu chłopca bardzo mocno, a odgłos towarzyszący każdemu jego krokowi wskazywał, że był w pełnym rynsztunku; zapewne był to pałacowy gwardzista na służbie. Strach, który początkowo towarzyszył Hōichiemu, już przeminął; teraz chłopiec zaczął sobie wyobrażać, jak wielkie ma szczęście. Mając w pamięci słowa o „osobie niezwykle wysokiej rangi” pomyślał sobie, że pan, który chce wysłuchać jego recytacji, nie może być kimś niższym niż daimyō13 pierwszej klasy. Nagle samuraj zatrzymał się, a Hōichi zdał sobie sprawę, że stanęli przed wielką bramą. Zdziwił się, bowiem nie mógł sobie przypomnieć, by w tej części miasta była inna wielka brama niż ta ze świątyni Amidaji. „Kaimon!”14 – krzyknął samuraj, po czym rozległ się szczęk otwieranej bramy i obaj weszli do środka. Przeszli pokaźnych rozmiarów ogród i ponownie zatrzymali się przed jakimś wejściem. Donośny głos obwieścił:
- Szanowni zgromadzeni! Przyprowadziłem Hōichiego!
Zaraz dały się słyszeć głosy stóp, rozsuwanych ekranów, otwieranych drzwi przeciwdeszczowych i rozmawiających ze sobą kobiet. Po języku, jakiego używały, Hōichi poznał, że muszą pochodzić ze szlachetnych domów, ale nie mógł się domyślić, dokąd go prowadzono. Nie miał jednak zbyt wiele czasu na rozmyślania. Ktoś pomógł mu pokonać kilka kamiennych schodów, a na ostatnim poprosił, aby zdjął sandały. Kobieca dłoń poprowadziła go przez wypolerowane podłogowe deski, wsparte filarami zakola, zbyt liczne, aby je zapamiętać, zdumiewająco szerokie przestrzenie, na których wyłożone były podłogowe maty. Stanął w końcu na środku ogromnego pokoju. Pomyślał, że musi znajdować się w nim wielu dostojników – szelest jedwabiu, który słyszał, przypominał odgłos poruszanych wiatrem leśnych liści. Słyszał także gwar rozmów prowadzonych szeptem, a język, którym je prowadzono, był językiem dworzan.

Nakazano mu, aby spoczął na przygotowanej specjalnie dla niego poduszce do klęczenia. Gdy usiadł na niej wygodnie i nastroił biwę, kobiecy głos, który – jak się domyślał – należał do rōjo15, zwrócił się do niego:
- Życzeniem tutaj zgromadzonych jest wysłuchać recytacji historii klanu Heike przy akompaniamencie biwy.
Wyrecytowanie całej historii wymagałoby kilku nocy, toteż Hōichi zaryzykował się zadać pytanie:
- Jako że całej historii nie da opowiedzieć się w ciągu jednej nocy, który jej fragment szanowni zebrani pragną usłyszeć?
Kobiecy głos odpowiedział:
- Recytuj historię bitwy pod Dan no Urą, albowiem żałość po niej jest najgłębsza.
Hōichi podniósł głos i zaczął śpiewać pieśń o bitwie rozgrywającej się na morzy goryczy, wydobywając ze swej biwy odgłosy przywodzące na myśl mozół wioseł, pęd statków, warkot i syk strzał, krzyki i tumult mężczyzn, szczęk metalu rozbijającego się o hełmy, zanurzanie się martwych w głębiny. Z lewej i prawej strony, gdy na chwilę przerywał grę, słyszał chwalące go szepty:
- Jakiż wspaniały artysta! W naszej prowincji nigdy nie dało słyszeć się czegoś takiego! W całym cesarstwie nie ma artysty równego Hōichiemu!
Nabierał wtedy pewności, aby śpiewać jeszcze lepiej niż przedtem, a pełna podziwu cisza wokół niego ciągle się pogłębiała. Jednak gdy doszedł do momentu opowiadającego o losie ludzi uczciwych i bezbronnych, o budzącej litość nadaremnej śmierci kobiet i dzieci, o śmiertelnym skoku Nii no Amy16 z cesarskim infantem w ramionach, wszyscy słuchający wydali długi, przejmujący, przepełniony goryczą okrzyk rozpaczy, po czym żałośnie łkali i zawodzili, a robili to tak gwałtownie, że Hōichiego przeraziła siła żalu, który wywołał. Jeszcze przez jakiś czas dało się słyszeć łkanie i zawodzenie, ale lament powoli zaczął zanikać; w głębokiej ciszy, jaka zapadła, Hōichi ponownie usłyszał głos kobiety, którą uznał za rōjo:
- Chociaż zapewniono nas, że posiadasz niezwykłe umiejętności gry na biwie, a także nie masz sobie równych w recytacji, nie przypuszczaliśmy, że ktoś może być aż tak uzdolniony, jak udowodniłeś to dzisiejszej nocy. Nasz pan z radością kazał przekazać, że zamierza odpowiednio cię wynagrodzić. Pragnie jednak, abyś występował przed nim przez sześć kolejnych nocy, po upływie których najprawdopodobniej uda się w podróż powrotną. Przybądź tu jutrzejszej nocy o tej samej godzinie; wysłany zostanie po ciebie ten sam dworzanin, co dziś. Jest jeszcze jedna ważna rzecz, którą mam ci przekazać. Proszę, abyś nikomu nie wspominał o naszej wizycie tutaj, dopóki nasz pan pozostaje w Akamagaseki. Podróżuje w przebraniu17, nie chce, aby ktokolwiek się o tym dowiedział. Teraz możesz wrócić do swej świątyni.

Gdy Hōichi pożegnał się stosownymi słowami, kobieca dłoń zaprowadziła go do wyjścia, przy którym czekał na niego ten sam dworzanin, który przywiódł go w te miejsce. Odprowadził go pod samą werandę na tyłach świątyni, po czym się pożegnał.

Już prawie świtało, gdy Hōichi powrócił; nikt jednak nie zauważył jego zniknięcia. Kapłan, który wrócił bardzo późno, przekonany był, że chłopiec śpi. W ciągu dnia Hōichi mógł trochę odpocząć, nie wspomniał jednak ani słowem o swej dziwnej przygodzie. Następnej nocy pojawił się ten sam samuraj, który poprowadził go przed dostojne zgromadzenie, przed którym wzbudził takie same emocje, jak uprzednio. Jednak podczas tej wizyty pracownicy świątynni zauważyli jego zniknięcie, więc gdy powrócił rano, został wezwany przed oblicze kapłana, który tonem lekkiego wyrzutu zapytał:
- Wielce się o ciebie niepokoiliśmy, mój przyjacielu Hōichi. Niewidomy, samotny, o tak późnej godzinie – niebezpiecznie jest się tak oddalać. Dlaczego wyszedłeś, nie informując nas o tym? Mogę nakazać służącemu, aby ci towarzyszył. Gdzie byłeś?
Hōichi odpowiedział wymijająco:
-Wybacz mi, przyjacielu. Musiałem załatwić pewną osobistą sprawę, czego nie mogłem uczynić o innej godzinie.
Ksiądz był bardziej zaskoczony niż urażony małomównością Hōichiego. Czuł, że kryje się za tym coś nadprzyrodzonego; podejrzewał ingerencję złych mocy. Obawiał się, że ślepiec mógł zostać oczarowany bądź otumaniony przez złe duchy. Nie zadawał więcej pytań, lecz dyskretnie nakazał świątynnym sługom, aby mieli oko na Hōichiego, a gdyby po zmroku opuścił świątynię, podążali za nim.

Już ten nocy zobaczono Hōichiego opuszczającego świątynię, więc służący, zapaliwszy latarnie, ruszyli w ślad za nim. Była to jednak deszczowa noc, bardzo ciemna, więc zanim zdołali dotrzeć do drogi, Hōichi zniknął. Musiał iść bardzo szybko, co wydawało się dziwne, biorąc pod uwagę to, że był niewidomy, a droga w bardzo złym stanie. Mężczyźni szybko przemierzali ulice, pytając o chłopca w każdym domostwie, w którym zwykł przebywać, jednak nikt nie mógł udzielić im żadnej informacji. Gdy wracali do świątyni ścieżką wzdłuż wybrzeża, usłyszeli wściekłe dźwięki biwy, dobiegające z cmentarza Amidaji. Nie licząc upiornych ogników, które unosiły się nad tym miejscem w ciemne noce, panowała tam całkowita ciemność. Mężczyźni jednak czym prędzej pospieszyli na cmentarz, gdzie, w świetle latarni, ujrzeli Hōichiego. Siedział samotnie w deszczu przed pomnikiem upamiętniającym Antoku tennō, wydobywając dźwięki ze swej biwy i głośno śpiewając pieśń o bitwie pod Dan no Urą. Za nim, wokół niego, wszędzie pośród nagrobków, jak świece płonęły ognie umarłych. Nigdy wcześniej żaden śmiertelnik nie widział tak wielu onibi.
- Hōichi-san18! Hōichi-san – zawołali świątynni. – Zostałeś zauroczony! Hōichi-san!
Jednak ślepiec nie słyszał ich. Zaciekle wydobywał ze swej biwy różne dźwięki, coraz wścieklej śpiewając pieśń o bitwie pod Dan no Urą. Słudzy chwycili go, krzycząc do ucha:
- Hōichi-san! Hōichi-san! Chodź z nami do domu!
Zganił ich:
- Przerywanie mi w taki sposób, gdy gram przed tak zacnym gronem, nie ujdzie wam bezkarnie.
Bez względu na to, jak dziwna była sytuacja, słudzy nie mogli powstrzymać się od śmiechu. Z całą pewnością chłopiec został zauroczony, chwycili więc go, postawili na nogi, i nie szczędząc sił, pospiesznie wrócili do świątyni, gdzie, na polecenie mnicha, natychmiast zdjęto z niego przemoczone ubranie, przebrano, nakarmiono i napojono. Wtedy ksiądz zaczął domagać się, aby chłopiec dokładnie wyjaśnił powód swojego dziwnego zachowania. Hōichi długo milczał, ale w końcu, zdając sobie sprawę, jak bardzo jego zachowanie zaniepokoiło i rozgniewało mnicha, postanowił przerwać milczenie. Opowiedział o wszystkim, co zdarzyło się od chwili, gdy pojawił się samuraj. Kapłan powiedział:
- Hōichi, mój biedny przyjacielu, jesteś w wielkim niebezpieczeństwie! Cóż za nieszczęście, że nie powiedziałeś mi o tym wcześniej! Twoje wspaniałe umiejętności muzyczne stały się dla ciebie przyczyną nie lada kłopotów. Teraz już zapewne wiesz, że nie odwiedzałeś żadnego domostwa, a przebywałeś na cmentarzu, pośród nagrobków członków klanu Heike. Moi ludzie znaleźli cię siedzącego na deszczu przed pomnikiem upamiętniającym Antoku tennō. Za wyjątkiem przywołania cię przez zmarłych, wszystko, co zdawało ci się prawdą, było iluzją. Raz stosując się do ich nakazów, oddałeś się ich mocom. Jeśli po tym, co zaszło, posłuchasz ich raz jeszcze, rozerwą cię na strzępy. Zresztą, i tak zrobiliby to prędzej czy później. Nie mogę zostać tu dzisiejszej nocy, ponieważ wezwano mnie do odprawienia posługi, jednak zanim pójdę, pokryję twe ciało świętymi tekstami, aby cię ochronić.

Nim zaszło słońce, mnich i jego pomocnik rozebrali Hōichiego, po czym pokryli jego pierś, plecy, głowę, twarz, kark, kończyny, ręce i nogi, także podeszwy stóp oraz inne części ciała tekstem świętej sūtry „Hannya-shin-kyō”19. Gdy skończyli, kapłan pouczył Hōichiego:
- Gdy tylko odejdę, usiądź na werandzie i czekaj, aż zostaniesz wezwany. Jednak bez względu na to, co się stanie, nie odpowiadaj, nie ruszaj się. Nic nie mów i siedź, jakbyś medytował. Jeśli drgniesz bądź wydasz najdrobniejszy dźwięk, zostaniesz rozerwany na kawałki. Nie obawiaj się; nie myśl nawet, aby wzywać pomocy, albowiem nikt nie będzie w stanie cię uratować. Jeśli zrobisz dokładnie to, co mówię, niebezpieczeństwo przeminie i nie będziesz musiał się już niczego obawiać.

Gdy zapadł zmrok, kapłan i jego pomocnik odeszli, a Hōichi usiadł na werandzie, stosując się do udzielonych mu poleceń. Położył swą biwę na podłodze obok siebie, przyjął pozycję medytacyjną i zamarł w bezruchu, uważając, aby nie kaszlnąć bądź zbyt głośno oddychać. W tej pozycji pozostał przez długie godziny. Nagle usłyszał kroki dochodzące od strony drogi. Minęły bramę, przekroczyły ogród i zatrzymały się przed werandą, dokładnie naprzeciw chłopca. Głęboki głos zawołał:
- Hōichi!
Jednak niewidomy nie odpowiedział, wstrzymując oddech i dalej siedział w bezruchu.
- Hōichi! – głos zabrzmiał drugi raz, tym razem posępnie. – Hōichi! – teraz głos brzmiał już groźnie. – Hōichi!
Hōichi pozostawał w bezruchu, niczym kamień. Głos zamruczał:
- Żadnej odpowiedzi. Jednak to nie wystarczy; muszę sprawdzić, gdzie się podział.
Dał się słyszeć odgłos ciężkich kroków wspinających się na werandę. Kroki wolno się przybliżyły, zatrzymując się dokładnie obok chłopca. Przez długie minuty, podczas których Hōichi czuł każde uderzenie serca wstrząsające jego ciałem, panowała martwa cisza. Wreszcie szorstki głos wymamrotał:
- To biwa, jednak z grajka widzę jedynie dwoje uszu. Więc dlatego nie odpowiada – nie ma ust, aby to uczynić. Nie zostało po nim nic prócz uszu... Zaniosę je swojemu panu jako dowód, że szlacheckie rozkazy zostały wykonane na tyle, na ile się dało.
Hōichi poczuł, jak na jego uszach zacisnęły się mocne palce, po czym oderwały je! Mimo że ból był ogromny, nie zapłakał. Ciężkie kroki oddaliły się wzdłuż werandy, przeszły do ogrodu, przekroczyły drogę i zanikły. Ślepiec czuł, jak po obu stronach głowy spływają mu obfite strużki krwi, jednak nie odważył się unieść rąk.

Nim słońce pojawiło się na niebie, wrócił kapłan. Czym prędzej poszedł na werandę na tyłach, gdzie poślizgnął się na czymś lepkim; wydał okrzyk przerażenia, bowiem w świetle latarni zauważył, że była to krew. Zobaczył Hōichiego, siedzącego w pozie medytacyjnej; krew nadal sączyła się z jego ran.
- Mój biedny Hōichi! – zaskoczony kapłan zaczął lamentować – Cóż to? Zostałeś ranny?
Słysząc głos przyjaciela, ślepiec poczuł się bezpieczny. Wybuchnął płaczem i zalewając się łzami opowiedział o tym, co przydarzyło mu się tej nocy.
- Biedny, biedny Hōichi! – zawołał kapłan. – To całkowicie moja wina! Moja niewybaczalna wina... Każdy kawałek twojego ciała pokryty został świętymi tekstami, za wyjątkiem uszu. Powierzyłem to zadanie mojemu pomocnikowi, jednak źle się stało, że nie sprawdziłem, czy wykonał tę pracę dobrze. Jednak nic już na to nie poradzimy, możemy jedynie postarać się wyleczyć twe rany najszybciej jak to możliwe. Nie smuć się, przyjacielu, niebezpieczeństwo już minęło. Nigdy już nie będziesz niepokojony przez tych gości.

Dzięki pomocy dobrego doktora rany Hōichiego szybko się zagoiły. Opowieść o jego dziwnej przygodzie rozniosła się i szybko stał się sławny. Wielu notabli przybywało do Akamagaseki, aby wysłuchać jego recytacji, przez co wkrótce został bogaty. Jednak od czasu owej przygody nazywany był już tylko Miminashi Hōichi, czyli Hōichi bez Uszu.

 

PRZYPISY
1 Epoka datowana na lata 1603-1868, obejmująca rządy shōgunów z rodu Tokugawa. Był to okres całkowitej izolacji kraju oraz względnego spokoju po zakończeniu wielkich wojen domowych, toteż samurajowie zamiast walczyć, oddawali się rozrywkom i nauce.
2 Rodzima religia Japończyków, koncentrująca się na kulcie przodków oraz czczeniu różnych bóstw, np. bogów poszczególnych żywiołów.
3 Tōkaidō było najbardziej uczęszczanym szlakiem epoki Edo, łączącym Tokio z Kioto. W tamtym okresie panowie feudalni, daimyō, sześć miesięcy w roku musieli spędzać w Edo (dawna nazwa Tokio), stolicy shōgunatu, wiele tygodni poświęcając na wędrówkę tamże. Sprawiło to, że na ich szlakach, w tym największym, Tōkaidō właśnie, zaczęły powstawać kolejne miasta, zapewniające im rozrywkę i odpoczynek.
4 Taira (平) i Minamoto (源) to japońskie czytania nazw klanów, używane w tradycyjnej historiografii japońskiej, zaś Heike i Genji to czytania sinojapońskie, wywodzące się z języka chińskiego (przyp. Pottero)
5 Finałowa bitwa wojny Genpei, którą miała miejsce 25 kwietnia 1185 (według współczesnej zachodniej historiografii) roku w zatoce Dan no Ura. Klęska Tairów położyła kres ich władzy w kraju, którą następnie przejął Yoshitsune Minamoto, niedługo potem obwołany pierwszym shōgunem (przyp. Pottero)
6 Tennō (jap. niebiański, boski władca) – tytuł, jakim dawniej określano cesarza (przyp. Pottero)
7 Opis owych krabów można znaleźć w mojej książce „Kottō”
8 Onibi to sinojapońska nazwa owych stworzeń, w Japonii znane są jako hitodama (ludzka dusza). Pojawiają się na cmentarzach i ciemnych lasach, gdzie zwodzą podróżujących z gościńca i prowadzą do ich zguby. Często spotykany motyw w popkulturze japońskiej, m.in. w anime, mangach i grach komputerowych (przyp. Pottero)
9 Akamagaseki, inaczej Shimonoseki bądź Bakkan – nazwa miejscowości
10 Biwa – rodzaj czterostrunowej lutni, często używanej do muzyki narracyjnej. Dawniej zawodowi minstrele, recytujący „Heike monogatari” i inne tragiczne opowieści, nazywani byli biwa-hōshi, czyli kapłanami-lutnikami. Na biwie gra się przy pomocy czegoś w rodzaju kostki nazywanej bachi, przeważnie wykonanej z rogu
11 W oryginale kaijin, czyli rodzaj humanoidalnego potwora (przyp. Pottero)
12 Znaczenie tego słowa często zmienia się w zależności od kontekstu; najogólniejsze to „tak”, chociaż w tym przypadku równie dobrze można je zinterpretować jako „słucham, panie?” (przyp. Pottero)
13   Daimyō – wpływowy osobnik, zarządzający wielkimi majątkami; ponad nim stał tylko shōgun (przyp. Pottero)
14 Kaimon – zwrot grzecznościowy, oznaczający prośbę o otworzenie bramy. Używali go samurajowie, gdy wzywali strażników pełniących służbę przy rezydencji dostojnika
15 Rōjō – kobieta sprawująca pieczę nad żeńską służbą (przyp. Pottero)
16 Nii no Ama – babka cesarza Antoku (przyp. Pottero)
17 W wersji angielskiej „He is traveling incognito” – wyrażenie to ma ten sam sens, co ów fragment w wersji japońskiej, gdzie kobieta mówi, iż jej pan podróżuje w przebraniu (jap. shinobi no goryōko)
18 -san – japoński zwrot grzecznościowy; w tym przypadku można przetłumaczyć go jako „paniczu Hōichi”
19 Taką nazwę w języku japońskim nosi mała „Pragña-pāramitā-hridaya-sūtra”. Obie sūtry „Pragña-pāramitā” („Transcendentna mądrość”), mała i duża, zostały przetłumaczone na język angielski przez nieżyjącego już profesora Maksa Müllera i zamieszczone w woluminie XLIX dzieła „Sacred Books of East (Buddhist Mahayana Sutras)”. Odnośnie magicznego używania tekstu, jak w opowiadaniu, warto nadmienić, że jego tematem jest doktryna o pustce form, tzn. nierealny charakter wszystkich fenomenów i numerów: Forma jest pustką, a pustka jest formą. Pustka nie różni się od formy, a forma nie różni się od pustki. To, co jest formą, jest pustką. To, co jest pustką, jest formą. Postrzeganie, imię, rozum i wiedza także są pustką. Nie ma oka, ucha, nosa, języka, ciała i mózgu. Lecz kiedy owa powłoka świadomości ulega unicestwieniu, wtedy on (szukający) staje się wolnym od strachu i wznosząc się ponad zmienność, radować może się ostateczną nirvāną (przypis w tłumaczeniu Jerzego Rzewuskiego, zamieszczony w polskim wydaniu książki z 1984 roku).

autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz