Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Artykuły

« powrót
Filmy ostatniego tchnienia – zabójstwo na ekranie TV? 17:30; 13 listopada 2009

O filmach ostatniego tchnienia (filmy snuff) słyszał już chyba każdy. Nie bez powodu są one przez wielu uznawane za kolejną miejską legendę (z ang. urban legend) - oderwaną od rzeczywistości historyjkę przekazywaną z ust do ust już od wielu lat. Trudno się z tym nie zgodzić… powiedziałby przeciętny widz, bowiem w głowie się nie mieści żeby torturować i ostatecznie uśmiercać ofiary rejestrując to wszystko za pomocą kamery…

Zastanówmy się chwilę nad istotą filmów ostatniego tchnienia. Za tego typu nagrania uważa się obrazy pokazujące zabójstwo człowieka, przy czym pamiętać należy, że nie są tutaj zastosowane żadne triki kamerowe, bądź efekty specjalne - ofiara ginie w RZECZYWISTOŚCI, a wszystko to rejestruje kamera... i właśnie ona odgrywa tutaj również niezwykle ważną rolę. Często mówi się o tanim, nienajlepszym jakościowo sprzęcie. Utarło się zatem, że nagrania takie rejestrowane są na 8 mm taśmach filmowych (motyw wykorzystany w obrazie „8 mm”). Ofiara oczywiście ma świadomość tego, że jest nagrywana. Uśmiercenie ofiary jest zazwyczaj poprzedzone okrutnymi torturami zarówno fizycznymi jak i psychicznymi. Swego czasu mówiono również o tym, że aby dane nagranie można było nazwać filmem ostatniego tchnienia konieczna była wyraźna zgoda przyszłej ofiary na zabicie jej przed rejestrującą całe zajście kamerą. Ostatecznie jednak od tej wersji odstąpiono, gdyż nosi ona w sobie wyraźne znamiona absurdu (nie jest jednak powiedziane, że się nie natkniecie na kogoś kto po dziś dzień właśnie w ten sposób rozumie definicję filmu ostatniego tchnienia). Pozostaje jeszcze jedna kwestia, a mianowicie jakie jest przeznaczenie takiego filmu?

I tutaj pojawiają się dwie możliwości… nagrania takie rozpowszechniane są w środowisku kolekcjonerów, w drodze wymiany i w celach – nie bójmy się użyć tego sformułowania – czysto rozrywkowych. Ku temu skłania się większość ogólnodostępnych, encyklopedycznych regułek przybliżających pojęcie filmów snuff. Druga, znacznie mroczniejsza opcja skupia się na komercyjnych przyczynach rzekomego powstawania tego typu nagrań – najzwyczajniej w świecie ktoś wykłada grube pieniądze żeby móc obejrzeć na ekranie czyjąś śmierć. Wszystko to brzmi nieprawdopodobnie, ale czy aby na pewno jest w stu procentach oderwane od rzeczywistości?

Problem ze wszystkimi miejskimi legendami tkwi w tym, że nikt nigdy nie potwierdził czy dane zajście naprawdę miało miejsce, mało tego – forma opowieści ( „… znajomy mojego znajomego …”) każe nam przypuszczać, że jest to kolejna plotka. Z drugiej strony jednak, czy dajmy na to opowiastki o złodziejach nerek (które to również wliczane są w kanon miejskich legend) można rozpatrywać jedynie w kategoriach plotek?

Podobnie ma się sprawa w odniesieniu do filmów ostatniego tchnienia. Policja nigdy nie potwierdziła faktu ich istnienia i nawet gdyby rzeczywiście okazały się one co po najwyżej wymysłem ludzkiej wyobraźni to czy aby na pewno można tę sprawę tak do końca zbagatelizować?

 Teoretycznie tak, ale tylko teoretycznie. Zapotrzebowanie na tego typu nagrania może się bowiem pojawić w każdej chwili. Według Freuda zachowaniem ludzkim kierują dwa niezwykle silne popędy – popęd seksualny i popęd do śmierci, zniszczenia – dążą one przede wszystkim do zaspokojenia. Pomijając kwestię tego, że w wielu obrazach fabularnych poruszających, bądź też utrzymanych w konwencji filmów snuff morderstwa często miewają charakter seksualny (gwałty, seksualna degradacja ofiary do poziomu zwierzęcia) to tak na dobrą sprawę drugi z tych popędów można by w takim razie zaspokoić siedząc sobie wygodnie w fotelu, przy kominku, przed ekranem swojego telewizora. Zakładając, że psychika ludzka składa się zasadniczo z trzech części {ID (energia psychiczna która przemieszcza się po psychice ludzkiej dążąc do natychmiastowego zaspokojenia dwóch podstawowych popędów), superego (reprezentuje sumienie, moralność człowieka) i ego (równoważy ID i superego)} to wystarczyłoby mieć słabe ego (niezdolne do zrównoważenia ID i superego na korzyść tego pierwszego), aby do głosu doszła silna chęć patrzenia na tego typu rzeczy w rzeczywistości. Oczywiście błędnym jest tutaj uogólnianie, że każdy miłośnik krwawych efektów (tych sztucznych także) jest zdeprawowanym psychopatą bowiem jak doskonale obrazuje to ten prosty przykład pociąg do śmierci leży w ludzkiej naturze i podobnie jak popęd seksualny jest czymś zupełnie normalnym, należy go jednak rozładowywać w sposób akceptowany społecznie (takim właśnie sposobem może być oglądanie filmów utrzymanych w estetyce gore). Mówiąc jednak o patrzeniu na autentyczne sceny zabójstw musimy mieć świadomość, że jest to już pewien rodzaj skrzywienia psychicznego, skrzywienia którego w żadnej mierze nie usprawiedliwiają popędy nad którymi koniec końców powinniśmy przecież potrafić zapanować. Nie będę ukrywał, że gdybanie takie na dłuższą metę nie ma sensu, gdyż tak czy tak niczego nim ostatecznie nie udowodnię. Niemniej jednak, pomimo iż może się to co po niektórym wydawać nieprawdopodobne zapotrzebowanie na filmy ostatniego tchnienia może się pojawić w każdej chwili. Zwykły śmiertelnik i tak nie będzie jednak o tym wiedział, gdyż rynek zbytu tego typu nagrań nawet jeżeli istnieje, to jest niezwykle umiejętnie zakonspirowany. Mało tego, próba przeniknięcia w takie środowisko mogła by się z wiadomych przyczyn zakończyć tragicznie gdyż ludzie pałający się nagrywaniem zabójstw są raczej nieobliczalni to po pierwsze i nie zleży im na rozgłosie to po drugie (motyw ten również był niejednokrotnie wykorzystywany w produkcjach fabularnych m.in. w głośnym japońskim shockerze „Mu Zan E”).  Poza tym pozostaje kwestia pieniędzy i są to z cała pewnością nie małe sumy, dla przeciętnego człowieka raczej nie osiągalne. Na koniec wypadałby się również zastanowić nad tym czy jeżeli filmy takie w ogóle powstają, to są to sporadyczne przypadki, czy może istnieje coś w rodzaju wspomnianego podziemnego rynku zbytu na tego typu produkcje?

…a jeśli tak, to z jakich środowisk społecznych pochodzą ewentualne ofiary takich nagrań… w końcu porywanie przypadkowych osób równałoby się ze zwracaniem na siebie uwagi, rozgłosu którego każdy przebiegły przestępca wolałby przecież uniknąć. Ofiarami „wchłanianymi” przez taki rynek musiałyby zatem być osoby przez długi czas obserwowane, samotne, których zniknięcie nikogo by tak naprawdę nie zainteresowało. Być może narkomani, być może bezdomni tudzież zagraniczni turyści (takich zniknięć jest przecież na świecie cała masa), a w takim wypadku nie trudno jest puścić wodze wyobraźni i zacząć rozmyślać nad pojęciem towaru deficytowego…

Cena życia ludzkiego zależna od pochodzenia ofiary (motyw wykorzystany przez E. Rotha w „Hostelu”) wydaje się być czymś nieprawdopodobnym, ale czy aby na pewno irracjonalnym?

Weźmy na przykład takie rejony świata jak bliski wschód, daleką Azję, najbiedniejsze rejony Afryki, Amerykę łacińską gdzie życie ludzkie jest tanie, a ludzie po dziś dzień anonimowo znikają… pomijając szajki handlarzy żywym towarem, czy ludzkimi organami to czy przypadkiem nie byłoby to środowisko przyjazne dla funkcjonowania tego typu przestępczości?

Najprawdopodobniej odpowiedzi na te wszystkie pytania pozostaną dla zwyczajnego widza do końca życia zakrytymi kartami… kto wie, może to i lepiej?

…chociaż z drugiej strony nawet najgorsza prawda bywa lepsza od nieświadomości, bo nieświadomość zazwyczaj naraża nas na niebezpieczeństwo. Jak zapewne już zdążyliście wywnioskować ja w to wszystko wierzę. Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta, pewna grupa odbiorców tego typu filmów nawet jeżeli jeszcze nie istnieje, to zawsze może się pojawić i co w tym wszystkim jest najbardziej ironiczne – szukać należałoby ich nie tyle w marginesie społecznym, co wśród dobrze sytuowanych, powszechnie szanowanych obywateli, bowiem najciemniej jest pod latarnią…

Przypinanie karteczki  z dopiskiem „snuff”  niewłaściwym nagraniom

Błędna klasyfikacja nagrań wynika przede wszystkim z braku wiedzy czysto teoretycznej, nie można bowiem nazywać filmów mondo tudzież łatwo dostępnych w sieci zapisów egzekucji dokonywanych chociażby przez islamskich terrorystów filmami ostatniego tchnienia; to zbyt daleko idące uogólnienie. Po pierwsze i chyba najważniejsze - są one ogólnodostępne (chociaż i to powiedziane jest na wyrost bowiem w wielu krajach pozostają one po dziś dzień zakazane – chodziło mi raczej o stosunkowo łatwą dostępność tego typu obrazów), a po drugie – ich przeznaczenie jest trochę inne niż to proklamowane w wypadku filmów snuff. Pomimo tego wielu widzów serię „Faces of Death” uważa właśnie za filmy ostatniego tchnienia… co raczej ciężko jest mi zrozumieć zważając na aferę w wyniku której wyszło na jaw, że niektóre ze scen śmierci wcale nie były tam prawdziwe, były jedynie reżyserowanymi aktami!

Takie szokujące dokumenty to jednak temat na osobny, dosyć pokaźny artykuł, tym czasem spróbuję wam przybliżyć tematykę filmów snuff w produkcjach fabularnych…

Motyw filmów ostatniego tchnienia w horrorze

 Filmy snuff już od dawien dawna inspirują filmowców do tworzenia niezwykle brutalnych, szokujących obrazów. Wspomnieć należy chociażby wyjątkowo obrzydliwy porno-horror w reżyserii  Daisuke Yamanouchiego „Mu Zan E”. Motywem przewodnim jest tutaj przeniknięcie do głęboko zakonspirowanego rynku filmów ostatniego tchnienia. Czy jednak cena jaką przyjdzie za to zapłacić głównej bohaterce tego obleśnego kawałka japońskiej ekstremy nie będzie zbyt wysoka?

Czy aby na pewno nie warto zastanowić się nad wycofaniem z tej niebezpiecznej gry dopóki jest to jeszcze możliwe?

 Przyznam szczerze, że Yamanouchi („Red Room”, „Red Room 2”) zaimponował mi tym filmem. Pokazał, że da się uciągnąć z tej tematyki nieco więcej niż jedynie szokowanie widza długimi sekwencjami przemocy fizycznej (głównie o charakterze seksualnym). Znalazło się miejsce na ciekawą fabułę i zaskoczenie. Filmy snuff  znalazły się również w centrum uwagi uznanych reżyserów. Mam oczywiście na myśli „Tesis” Alejandro Amenábara i głośne

„8 mm” Joela Schumachera. Wszystkie trzy filmy dobitnie pokazują, że nawet brutalne widowisko – pod  warunkiem, że jest logiczne i jest w nim miejsce na ciekawie zawiązaną akcję – potrafi zmusić do chwili refleksji. Amenábar zadaje pytania o przemoc, co jest w niej takiego fascynującego?

Czy moralnym jest ukazywanie przemocy we filmach (fani horroru w jego ekstremalnych odmianach z pewnością nie raz próbowali sobie już odpowiedzieć na to pytanie i zapewne dobrze wiedzą, że jednoznacznej odpowiedzi na nie po prostu nie ma)?

… i wreszcie, czy są jakieś granice w pokazywaniu okrucieństwa na srebrnym ekranie?

Kino ekstremalne dobitnie jednak pokazuje, że nie ma takiego tabu którego człowiek nie odważyłby się złamać. Niektóre obrazy utrzymane w konwencji filmów snuff należą do najbardziej pokręconych i okrutnych obrazów jakie kiedykolwiek ujrzały światło dzienne. Mowa tutaj oczywiście o „Niku darumie” i dwóch pierwszych częściach serii „Guinea pig” (chociaż ja i tak będę obstawał przy zdaniu, że „Królik doświadczalny: diabelski eksperyment” pod żadnym pozorem nie jest filmem realistycznym – wszelkie wątpliwości wyjaśniałem w  recenzji). Z resztą o drugiej części cyklu słyszał chyba każdy. Za sprawą popularnego aktora, Charlie Sheena odcinek ten trafił w ręce FBI, a Hideshi Hino miał nie małe problemy z udowodnieniem, że krwawe efekty to jedynie „magia obrazu”. Dopiero nakręcenie filmu dokumentalnego „Making of Guinea Pig” ostatecznie oczyściło go ze wszystkich ciążących nad nim zarzutów, a te lekkie nie były ;). Tak na marginesie, to filmy takie powstają na całym świecie, w konwencji filmu snuff utrzymana jest chociażby trylogia „August underground” („August Underground”, „August Underground's Mordum” i „August Underground's Penance”)  rodem z USA…

Wspomnieć wypadałoby również o polskiej próbie zmierzenia się z tematyką filmów ostatniego tchnienia – filmie „Billboard” z 1998 roku… próbie niezbyt udanej, ponieważ doszła tutaj do głosu polityka, że najlepiej jest wyciąć to, co jest najbardziej szokujące. Nie traćcie jednak nadziei… na rok 2008 przewidziane są bowiem zdjęcia do następnej polskiej niezależnej produkcji filmowej poruszającej tematykę filmów ostatniego tchnienia - „Snuff Market”, a to dopiero początek, twórcy zapowiadają bowiem całą trylogię i prequela. Część pierwsza, opatrzona podtytułem „Czwarty dzień” ma być zdecydowanym wkroczeniem polaków na rynek kina ekstremalnego, a już za niedługo ruszy w Internecie oficjalna strona filmu. Śledźcie wytrwale aktualizacje na Horrormanii i Horror Online, wkrótce więcej informacji…

autor: Dux