Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Artykuły

« powrót
Demony ze słowiańskiego podwórka 00:00; 31 października 2010

Chyba nie ma takiej osoby, która nie wiedziałaby czegoś na temat zombie, wampirów, wilkołaków czy elfów. Każdy zna też przynajmniej kilka historii o poltergeistach, złośliwych duchach nawiedzających ludzi i domy. A jak wiele z tych osób słyszało o południcy, kłobuku, mamunie? W myśl porzekadła: cudze chwalicie, swego nie znacie, charakterystyka słynnych i wyjątkowo interesujących demonów ze wschodniej Europy.

Straszydła płci pięknej

Wśród demonów kobiecych w wierzeniach dawnych Słowian jednym z najniebezpieczniejszych była mamuna. Według podań ludowych była to dusza niewiasty zmarłej w stanie błogosławionym bądź też w połogu. Dusza dotkniętej takim nieszczęściem kobiety pojawiała się na ziemi pod postacią starej, wyjątkowo szpetnej i bardzo owłosionej istoty. Złośliwa aktywność mamuny przejawiała się w porywaniu nowo narodzonych dzieci i pozostawianiu na ich miejscu własnych, zwanych odmieńcami. Podrzutek taki charakteryzował się deformacją ciała i jego nadmiernym owłosieniem, wyjątkową krzykliwością, łakomstwem, złośliwością i niezwykle długimi pazurami. By ustrzec się przed niecnymi działaniami mamuny, na nadgarstkach niemowląt wiązano czerwoną wstążeczkę, mającą odpędzić groźną kreaturę.

Jeszcze straszniejszym słowiańskim demonem była południca – istota czyhająca w wysokiej trawie. Niebezpiecznymi zjawami stawały się ponoć kobiety, które straciły życie w dzień własnego wesela, ewentualnie tuż przed lub niedługo po ślubie. W podaniach ludowych odnaleźć można opisy południcy jako pięknej, młodej niewiasty lub starej kobiety ubranej w białe płótno, dzierżącej w ręku sierp. Demony pojawiać się miały w samo południe na polach, gdzie mordowały przebywających tam ludzi. Niekiedy stwory były jednak bardziej łaskawe, zsyłając na nieszczęśników jedynie silny ból głowy lub pozbawiając ich przytomności.

W rejony leśnych źródełek i jezior Słowianie bali się zapuszczać ze względu na rusałki i topielice. Te pierwsze były demonami zrodzonymi z dusz niewydanych za mąż panien. Dziewczyny takie przybierały piękną postać, z długimi, zwykle zielonymi włosami i swoim wdziękiem mamiły zapatrzonych w ich wdzięki młodzieńców. Rusałki chętnie wychodziły z jezior, by w noc, gdy księżyc znajduje się w nowiu, tańczyć na polanie. Jeśli w pobliżu pojawiali się mężczyźni, czekała ich śmierć z przemęczenia, ponieważ tańczyli z pięknymi kobietami do upadłego.

Jeszcze straszniejszy los spotykał nieszczęśliwców, którzy padli ofiarą topielic. Były to dusze kobiet, które odebrały sobie życie, zostały zabite bądź też przypadkiem spotkała je śmierć przez utopienie. Demony zamieszkiwały jeziora i wciągały w ich toń tych, którzy odważyli się zapuścić nad wodę.

Małe upiory

Także i dusze zmarłych dzieci mogły powrócić na Ziemię pod postacią demona. Przykładem takiej sytuacji było pojawianie się kłobuka. Zjawa stawiała sobie za cel roztaczanie opieki nad domem i jego obejściem, była więc istotą mile przez ludzi widzianą. Podobno kłobuk pojawiał się w przybytku, gdy na jego terenie zakopany został martwy płód dziecka. Demon objawiał się pod postacią zmokłej kury, wrony, kota, a niekiedy także człowieka. Gdy kłobuk przyszedł już do domu, trzeba było go nakarmić bądź też przygarnąć, by zapewnić sobie jego ochronę.

Podobne zadanie spełniał z kolei w wierzeniach rosyjskich domowik – niewielki demon przybierający postać niskiego starca z siwą brodą, ewentualnie węża, szczura lub któregoś spośród zwierząt domowych. Tak jak w przypadku kłobuka, również i domowik był w zasadzie duchem przyjaznym i mile przez mieszkańców nawiedzonej posesji widzianym, jednak, gdy został przez nich zaniedbany, mścił się tłukąc talerze i trzaskając drzwiami. Jego żoną była kikimora, złośliwa, niska kobieta, która chętnie psociła pod osłoną nocy. Do jej ulubionych zajęć należało budzenie dzieci i dokuczanie kurom,  jednak chętnie przędła też koronki.

Dusze dzieci poronionych bądź też zmarłych przed przyjęciem chrztu powracały z kolei na ziemię pod postacią tak zwanych latawców. Demony te przybierały postać czarnych ptaków, a ich aktywność przejawiała się w wywoływaniu wiatru. Latawce znikały bez ingerencji ludzi, trafiane przez pioruny podczas silnych burz.

Demony żywiołów

Nocami w okolicach moczarów pojawiały się ogniki, będące podobno duszami ludzi, którzy za życia wykazywali się okrucieństwem i obojętnością na krzywdę innych. Demony przybierały formę niewielkich, zielonych lub niebieskich światełek, a ich aktywność polegała na mamieniu wędrowców, którzy podążając za błyskiem gubili się, a niekiedy nawet ginęli.

Dusze topielców, wisielców i ludzi zmarłych nagłą śmiercią powracały do świata żywych pod postacią płanetnika – demona odpowiedzialnego za wywoływanie burzy. W większości wierzeń słowiańskich demon, znany pod różnymi imionami w zależności od kraju, przybierał formę wysokiego starca w szpiczastym kapeluszu. Choć zsyłanie burz było odbierane jako negatywna aktywność ducha, płanetnik stawał się czasem istotą dobrą – w tym celu konieczne było zdobycie jego przychylności, co czyniło się rzucając na wiatr garść mąki. Gdy demon był do człowieka nastawiony pozytywnie, chętnie ostrzegał go przed nadchodzącą burzą lub gradem.

W jeziorach i stawach Słowianie spotkać mogli wodnika. Był to dość drażliwy, a niekiedy także złośliwy demon zajmujący się ochroną akwenów wodnych. Zwykle wyobrażano go sobie jako niewielkiego wzrostu starca z długimi włosami, pomarszczoną twarzą i zielonymi, wodnistymi oczami. Wodnik zwykle przebywał pod powierzchnią, jednak zdarzało się także, że wychodził na ląd, by wygrzewać się w słońcu, bądź też pojawiał się wśród ludzi, gdy zaciekawili go śpiewami i tańcami. Wtedy łatwo było poznać stwora – pozostawiał po sobie kałużę wody. Demon chętnie mamił wędrowców, wieszając na otaczającej zbiorniki wodne roślinności kolorowe wstążki. Gdy ktoś zbliżył się do akwenu, wodnik wciągał go pod wodę i podtapiał, bądź też odbierał mu życie. Często zdarzało się także, że demon budował sobie kryształowy pałac w głębinach i tam przetrzymywał dusze ginących pod wodą nieszczęśników.

O wiele bardziej pozytywnym bohaterem słowiańskich wierzeń był z kolei leszy, czyli pan lasu. Przybierał on zwykle postać ubranego w mundur mężczyzny o niezwykle białej twarzy. Jego wzrost różnił się w zależności od wysokości drzew w lesie, którego pilnował. Jego stosunek do ludzi był raczej neutralny, o ile oni sami potrafili szanować przybytek leszego. Aktywność demona polegała na ochronie lasu przed wrogo nastawionymi intruzami – ci liczyć mogli na to, że zgubią drogę bądź też zaatakują ich dzikie zwierzęta. Dobrym ludziom z kolei leszy wskazywał drogę wyjścia i pomagał im bezpiecznie wyjść z gęstwiny.

Źródło: Onet.pl
http://strefatajemnic.onet.pl/duchy/demony-ze-slowianskiego-podworka,1,3709636,artykul.html

autor: Agnieszka Mazur